Blog Frankowicza

Frankowicze mogą żądać zbadania nieważności umowy zawsze i w każdym postępowaniu. Nowy wyrok TSUE C-582/23

Facebook
Twitter
LinkedIn
WhatsApp
Email
Wyrokiem z 4 lipca 2025 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej jednoznacznie wzmocnił pozycję frankowiczów. Sprawa C-582/23 dotyczyła konsumenta w postępowaniu upadłościowym, który przed laty zaciągnął kredyt we frankach. Mimo że lista wierzytelności została zatwierdzona, a kredytobiorca nie zgłosił zastrzeżeń w terminie, sąd upadłościowy zauważył nieprawidłowości i zwrócił się do TSUE. Odpowiedź zmienia zasady gry. Trybunał potwierdził, że ochrona konsumenta ma charakter bezwzględny. Uczciwość zapisów umowy może być badana na każdym etapie – nawet jeśli wcześniej nie podniesiono zarzutów. To przełom, który nakłada na sądy obowiązek aktywnej ochrony praw konsumentów.
Frankowicze mogą żądać zbadania nieważności umowy zawsze i w każdym postępowaniu. Nowy wyrok TSUE C-582/23
Nie możesz przeczytać? Skorzystaj z odtwarzacza i posłuchaj!
Getting your Trinity Audio player ready...

TSUE: Ochrona konsumenta ponad formalizm. Frankowicze odzyskują głos

W sprawie C-582/23, dotyczącej kredytu frankowego zaciągniętego w Getin Banku, problem nie dotyczył wyłącznie samej umowy kredytowej. Istotą sporu było to, co może – a raczej czego nie może – zrobić sąd upadłościowy, gdy trafia do niego sprawa dłużnika, który wcześniej nie zakwestionował warunków umowy, mimo że mogą one być nieuczciwe.

W polskim systemie prawa upadłościowego to sędzia-komisarz zatwierdza tzw. listę wierzytelności – czyli oficjalny wykaz wierzycieli i kwot, jakie mają otrzymać z masy upadłości. Ta lista staje się podstawą dalszych decyzji: sąd upadłościowy, który ustala plan spłaty, nie może samodzielnie jej zmienić ani zakwestionować zasadności wpisanych tam długów. Co więcej, nawet jeśli dostrzeże, że wierzytelność banku może opierać się na abuzywnej (czyli nieuczciwej) umowie kredytowej – nie wolno mu przeprowadzić oceny tej umowy na własną rękę.

W efekcie – jak trafnie zauważył sam sąd, który zadał pytanie prejudycjalne TSUE – w obowiązującym stanie prawnym sąd upadłościowy był zmuszony udawać, że wszystko jest w porządku, nawet jeśli widział poważne wątpliwości co do legalności roszczenia banku. Jedynym, co mógł zrobić, było zawieszenie postępowania i skierowanie sprawy z powrotem do sędziego-komisarza – co wiązałoby się z dalszymi opóźnieniami i pogłębianiem niepewności upadłego.

W praktyce to oznaczało, że konsument, który znalazł się w postępowaniu upadłościowym – często bez środków do życia i bez dostępu do profesjonalnej pomocy prawnej – nie miał realnej możliwości ochrony swoich praw. Nawet jeśli jego umowa zawierała postanowienia rażąco nieuczciwe, a bank domagał się spłat na podstawie nieważnego kontraktu, sąd nie miał narzędzi, by temu zapobiec.

TSUE ocenił ten stan rzeczy jednoznacznie negatywnie. Uznał, że taka konstrukcja prawna narusza fundamentalne zasady unijnego prawa konsumenckiego.

„Przepisy krajowe takie jak rozpatrywane w postępowaniu głównym, które mogą zniechęcić upadłego do dochodzenia przysługującego mu prawa do domagania się ochrony wynikającego z dyrektywy 93/13, mogą nadmiernie utrudniać stosowanie tej dyrektywy” – czytamy w wyroku TSUE C-582/23.

Trybunał podkreślił, że sądy krajowe muszą mieć realną możliwość samodzielnego zbadania nieuczciwego charakteru umowy, niezależnie od wcześniejszych etapów postępowania. Nie mogą zasłaniać się tym, że „sprawa jest już zamknięta” albo że lista wierzytelności ma charakter ostateczny.

„Dyrektywa 93/13 nakłada na sąd upadłościowy obowiązek dokonania oceny potencjalnie nieuczciwego charakteru tych warunków oraz wyciągnięcia z tego niezbędnych konsekwencji” – podkreślił w wyroku TSUE.

W praktyce to oznacza rewolucję. Po wyroku TSUE sąd upadłościowy nie może już pozostawać bierny, gdy widzi, że roszczenie banku może opierać się na nieuczciwej umowie – nawet jeśli wcześniej zatwierdzono listę wierzytelności, a upadły nie wnosił zastrzeżeń.

Skuteczność prawa Unii – nie teoria, lecz obowiązek

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie ograniczył się w tym wyroku do ogólnych stwierdzeń. Poszedł dalej – pokazał, że ochrona prawna konsumentów musi działać w praktyce, a nie tylko na papierze. Jeśli procedury krajowe są tak skonstruowane, że utrudniają lub wręcz zniechęcają konsumenta do działania, to prawo unijne zostaje naruszone. A dokładnie to wydarzyło się w Polsce – i TSUE to jasno wskazał.

W sprawie frankowicza z Getin Banku Trybunał zauważył, że sytuacja finansowa upadłego była pogarszana przez system. Dłużnik musiał znosić regularne potrącenia z pensji, chociaż istniały poważne wątpliwości co do zasadności roszczenia banku. Jeżeli chciał zakwestionować dług, musiał liczyć się z przedłużeniem postępowania upadłościowego, co oznaczało dalsze potrącenia i życie w niepewności. Dla wielu osób to była zapora nie do pokonania.

TSUE dostrzegł ten problem z pełną świadomością jego skutków:

„Postępowanie, które przedłuża niepewną sytuację finansową upadłego, może zniechęcić go do dochodzenia prawa do ochrony”.

To nie jest tylko techniczna uwaga. To krytyka całego systemu, który może pozbawiać ludzi dostępu do sprawiedliwości. Trybunał przypomina: prawo unijne musi być skuteczne – także dla zwykłego człowieka w trudnej sytuacji życiowej.

W tym kontekście ważna jest też zasada wyrażona w art. 47 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej, na którą TSUE się powołał – każdy ma prawo do skutecznej ochrony sądowej. A ochrona nie jest skuteczna, jeśli procedury są tak skonstruowane, że ludzie rezygnują z walki o swoje prawa, bo nie mają sił, środków ani dostępu do pomocy.

Środki tymczasowe: konieczność, nie przywilej

Trybunał podkreślił jeszcze jeden bardzo ważny aspekt – czasową ochronę konsumenta w trakcie postępowania. Bo nawet jeśli sąd ostatecznie uzna, że kredyt frankowy był oparty na nieuczciwej umowie, to co z tego, jeśli do tego czasu dłużnik zostanie finansowo wyniszczony?

W polskim prawie upadłościowym sąd nie miał dotąd możliwości zawieszenia potrąceń z wynagrodzenia czy czasowego wstrzymania wykonania roszczeń banku. Konsument tracił środki na podstawie umowy, która – jak się później okazywało – mogła być nieważna. TSUE ocenił to jako rażące naruszenie zasady skuteczności prawa unijnego.

„Może okazać się konieczne zarządzenie takich środków [tymczasowych], gdy istnieje ryzyko, że przez cały czas trwania postępowania sądowego […] konsument będzie płacić raty w kwocie wyższej niż ta, która byłaby faktycznie należna”.

Innymi słowy: konsument nie może czekać w nieskończoność na sprawiedliwość, tracąc w tym czasie pieniądze. Jeśli sąd widzi, że sprawa jest poważna i może zakończyć się stwierdzeniem nieważności umowy, to musi mieć prawo wstrzymać egzekucję lub potrącenia – choćby tymczasowo. TSUE przypomniał, że to nie dobra wola ani „wyjątkowa sytuacja”. To warunek skuteczności prawa. Bez takiej możliwości cały proces staje się iluzją. Frankowicz przegrywa, zanim jeszcze usłyszy wyrok.

Bezkompromisowe przesłanie: sąd musi działać

Z wyroku TSUE płynie jasne przesłanie: sąd nie może być bierny, obojętny ani podporządkowany procedurze, jeżeli widzi, że doszło do naruszenia prawa konsumenta. Nawet jeśli wcześniejsze decyzje zapadły bez analizy uczciwości umowy, nie wolno udawać, że sprawa jest zamknięta. Trybunał bardzo dobitnie podkreślił, że tzw. powaga rzeczy osądzonej (czyli np. zatwierdzona lista wierzytelności) nie może blokować sądu przed ochroną konsumenta, jeśli wcześniej tej ochrony realnie nie było.

„Skuteczna kontrola potencjalnie nieuczciwego charakteru warunków umownych […] nie mogłaby zostać zagwarantowana, gdyby powaga rzeczy osądzonej dotyczyła również orzeczeń sądowych nieprzewidujących takiej kontroli”.

Mówiąc prościej: jeśli wcześniejszy sąd w ogóle nie zajął się sprawą uczciwości umowy, to nie można tego traktować jako zakończonej sprawy. Inny sąd – np. upadłościowy – ma obowiązek zareagować, jeśli ma wiedzę i podstawy do uznania, że konsument został potraktowany niesprawiedliwie.

Wnioski z wyroku TSUE C-582/23

Sprawa C-582/23 to nie tylko pomoc dla jednego konsumenta. To kamień milowy dla tysięcy frankowiczów i wyraźny sygnał dla sądów i ustawodawców. Trybunał przypomniał, że:

  • prawo do sprawiedliwości nie może być iluzją – musi być skuteczne, szybkie i dostępne;

  • sądy mają obowiązek reagować, nawet jeśli wcześniej nikt nie złożył formalnego wniosku;

  • konsument nie może być karany za to, że wcześniej milczał, jeżeli nie miał świadomości swoich praw lub dostępu do pomocy prawnej.

To wyrok, który zmienia równowagę sił. Dotąd to banki miały przewagę – procedury działały na ich korzyść. Po tym wyroku frankowicze odzyskują głos, a sądy – obowiązek działania.

Treść wyroku TSUE C-582/23

1)      Artykuł 6 ust. 1 i art. 7 ust. 1 dyrektywy Rady 93/13/EWG z dnia 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich, w świetle zasady skuteczności, należy interpretować w ten sposób, że:

stoją one na przeszkodzie przepisom krajowym, które przewidują, że w ramach postępowania upadłościowego osób fizycznych, po zatwierdzeniu listy wierzytelności przez organ sądowy, bez zbadania przez ten organ potencjalnie nieuczciwego charakteru warunków rozpatrywanej umowy i po wszczęciu postępowania przed sądem upadłościowym, ten ostatni jest związany tą listą, a w związku z tym nie może ocenić nieuczciwego charakteru warunków zawartych w umowie kredytu, na której opiera się wierzytelność umieszczona na tej liście, ani zmienić tej listy, lecz powinien zawiesić postępowanie i zwrócić się do tego organu sądowego z pytaniem o ewentualnie nieuczciwy charakter tych warunków.

2)      Artykuł 6 ust. 1 i art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13, w świetle zasady skuteczności, należy interpretować w ten sposób, że:

stoją one na przeszkodzie przepisom krajowym, które w ramach postępowania upadłościowego osób fizycznych nie przewidują możliwości zarządzenia przez sąd upadłościowy środków tymczasowych mających na celu uregulowanie sytuacji upadłego do czasu rozstrzygnięcia kończącego badanie nieuczciwego charakteru warunków zawartych w umowie kredytu, z której wynika wierzytelność umieszczona na liście wierzytelności zatwierdzonej przez inny organ sądowy bez zbadania przez ten organ potencjalnie nieuczciwego charakteru warunków rozpatrywanej umowy.

  • Frankowicze mają prawo żądać, aby sąd sprawdził, czy ich umowa kredytowa była uczciwa – nawet jeśli wcześniej nie zgłosili żadnych zastrzeżeń. Nawet jeśli kredyt we frankach został zaciągnięty kilkanaście lat temu, a dłużnik nie kwestionował umowy w odpowiednim terminie, sąd musi ją ocenić, jeśli zawiera ona nieuczciwe zapisy. Trybunał podkreślił, że ochrona konsumenta nie przedawnia się i działa także w postępowaniu upadłościowym
  • Frankowicze nie mogą być karani za to, że nie wnieśli sprzeciwu wcześniej – zwłaszcza jeśli nie mieli wiedzy prawnej ani pomocy profesjonalnego pełnomocnika. Trybunał wyraźnie zaznaczył, że milczenie konsumenta nie oznacza jego zgody na nieuczciwe warunki umowy. Jeśli frankowicze nie zareagowali wcześniej, ale nie zrobili tego świadomie i dobrowolnie, ich prawa nadal są chronione
  • Kredytobiorcy mają prawo domagać się, by sąd tymczasowo zatrzymał potrącenia z ich wynagrodzenia, jeśli umowa budzi poważne wątpliwości co do swojej legalności.
    Jeżeli istnieje podejrzenie, że kredyt frankowy był oparty na nieuczciwej umowie, sąd powinien mieć możliwość zawieszenia spłat lub wstrzymania egzekucji, zanim wyda ostateczny wyrok. Czekanie latami na sprawiedliwość, przy jednoczesnym odbieraniu pieniędzy z pensji, to – jak uznał TSUE – ochrona tylko pozorna
  • Frankowicze mogą oczekiwać, że sąd sam – z urzędu – zareaguje, jeśli dostrzeże nieuczciwość w umowie kredytowej. Po wyroku TSUE sądy w Polsce nie mogą już pozostawać bierne. Jeśli sędzia widzi, że umowa zawiera klauzule niedozwolone, ma obowiązek działać, nawet jeśli konsument nie złożył formalnego wniosku.
Facebook
Twitter
LinkedIn
WhatsApp
Email

Polecamy