Blog Frankowicza

Frankowicze z Getinu mocno zaniepokojeni działaniem Syndyka Marcina Kubiczka. Śledztwo Wyborczej

Facebook
Twitter
LinkedIn
WhatsApp
Email
Frankowicze z rosnącym niepokojem obserwują, jak zarządzany jest majątek po upadłych bankach – Getin Noble Banku i Idea Banku. Najnowsze ustalenia „Gazety Wyborczej” rzucają poważne wątpliwości na działania syndyka Marcina Kubiczka. Zamiast dbałości o interes wierzycieli, w tym tysięcy poszkodowanych frankowiczów, dziennikarskie śledztwo ujawnia obraz niegospodarności, konfliktów interesów i możliwych nadużyć. Setki milionów złotych miały trafić nie do poszkodowanych, lecz do powiązanych z syndykiem podmiotów. To alarmująca sytuacja, która wymaga pilnej reakcji instytucji państwowych.
Frankowicze z Getinu mocno zaniepokojeni działaniem Syndyka Marcina Kubiczka. Śledztwo Wyborczej
Nie możesz przeczytać? Skorzystaj z odtwarzacza i posłuchaj!
Getting your Trinity Audio player ready...

Miliony zamiast do frankowiczów – na konta kancelarii i PR-owców powiązanych z syndykiem Kubiczkiem

Z ujawnionych przez dziennikarzy „Wyborczej” danych wynika, że z majątku po upadłych bankach – Getin Noble Banku i Idea Banku – nie płynie strumień środków do obligatoriuszy i wierzycieli tych instytucji. Zamiast tego mamy do czynienia z szokującą skalą przelewów na rzecz podmiotów powiązanych z syndykiem Marcinem Kubiczkiem. W sumie kancelarie prawne otrzymały ponad 197 milionów złotych, a lwia część z tej kwoty trafiła do jednej, konkretnej kancelarii: Rymarz Zdort Maruta, która – co nie budzi już żadnych wątpliwości – jest bezpośrednio powiązana z osobą syndyka.

Kubiczka łączy z tą kancelarią spółka Rymarz Zdort Maruta Kubiczek Restructuring S.A., której jest prezesem i jedynym członkiem zarządu. To do niej – jako podmiotu zarządzającego masą upadłości – wpływają zlecenia o astronomicznych wartościach. Sama tylko kancelaria Rymarz Zdort Maruta zarobiła 146,3 mln zł, a w dokumentach finansowych wykazano, że znacząca część tych środków przeznaczona została na wynagrodzenia zarządu. Czy można mieć wątpliwości, kto de facto pobiera te środki?

Nie sposób przejść obojętnie wobec takich informacji. Frankowicze, którzy są jednymi z głównych wierzycieli w postępowaniach upadłościowych po Getin Bank, zostali po raz kolejny odsunięci na dalszy plan. Zamiast sprawiedliwości – mają do czynienia z modelowym przykładem niegospodarności i działania w konflikcie interesów. Obsługa prawna pochłonęła już niemal 200 milionów złotych, a każda z tych złotówek pochodzi z majątku, który mógł posłużyć do zaspokojenia roszczeń frankowiczów.

Co gorsza, wydatki na usługi prawne to niejedyny problem. Kubiczek przeznaczył również ponad 3,2 miliona złotych na działania PR-owe, zlecając obsługę komunikacyjną firmie Bridge, która przez trzy lata otrzymywała miesięczne wynagrodzenie sięgające nawet 172 tys. zł. Trudno zrozumieć, jak taka kwota mogła być uzasadniona, biorąc pod uwagę, że pieniądze te pochodziły z masy upadłości, która w pierwszej kolejności miała służyć na pokrycie wierzytelności.

Frankowicze zamiast pomocy – otrzymują pozwy. Absurd prawny i finansowy

Frankowicze, którzy przez lata walczyli o unieważnienie toksycznych umów kredytowych, zostali potraktowani przez syndyka Kubiczka jak przeciwnicy, a nie wierzyciele. Zamiast konstruktywnego podejścia do rozwiązywania sporów, syndyk zainicjował masowe postępowania sądowe przeciwko frankowiczom. Takie działania są nie tylko sprzeczne z interesem masy upadłościowej, ale również ekstremalnie kosztowne i nieskuteczne – w końcu 99% spraw kończy się zwycięstwem frankowiczów.

Strategia prowadzona przez Kubiczka nie tylko nie zmierza do kompromisu, ale wręcz mnoży koszty, wydłuża postępowania i uniemożliwia racjonalne zaspokajanie roszczeń. Każda przegrana sprawa to kolejne obciążenie dla masy upadłości – zarówno pod względem kosztów sądowych, jak i wynagrodzeń kancelarii, które prowadzą te sprawy z ramienia syndyka. Zyskują prawnicy, a tracą frankowicze – to paradoks, który woła o interwencję ze strony organów państwa.

W świetle przepisów prawa upadłościowego syndyk powinien działać w interesie całego ogółu wierzycieli. Tymczasem podejmowane przez Kubiczka decyzje wskazują na rażące lekceważenie tej zasady. Frankowicze, zamiast być traktowani jako poszkodowani i uprawnieni do odzyskania części majątku, stali się ofiarami prawnego sabotażu. Do tego dochodzą bezpośrednie wypłaty dla samego syndyka – w 2024 roku było to blisko 4,8 mln zł, które trafiły na jego konto. W zestawieniu z sytuacją frankowiczów, którzy od lat walczą o odzyskanie oszczędności życia, taka suma wygląda jak karykatura sprawiedliwości. Czy nie nadszedł czas, by ktoś wreszcie zapytał: dla kogo pracuje syndyk – dla wierzycieli czy dla siebie i związanych z nim podmiotów?

BFG miał nadzorować – dziś staje się częścią problemu

Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który miał być tarczą ochronną dla poszkodowanych klientów, w praktyce nie pełni skutecznej funkcji kontrolnej nad działaniami Marcina Kubiczka. Choć formalnie pełni funkcję kuratora w postępowaniach upadłościowych po Getin Noble Banku i Idea Banku, to w odpowiedziach dla mediów przyznaje, że nie wiedział o powiązaniach syndyka z kancelariami, które masowo otrzymują milionowe zlecenia. Co więcej – mimo dostępu do akt, mimo obecności w postępowaniu i mimo oficjalnych skarg wierzycieli – BFG nie podejmuje żadnych działań, które mogłyby powstrzymać trwonienie masy upadłości.

Z dokumentów wynika, że sam Fundusz utrzymuje, iż „nie miał wiedzy” o związkach Marcina Kubiczka ze spółką Rymarz Zdort Maruta Kubiczek Restructuring S.A., mimo że pełni on tam funkcję prezesa zarządu. Twierdzenie to budzi głębokie wątpliwości, bo powiązania te były opisywane w mediach od miesięcy – m.in. przez Wirtualną Polskę, portal czy Money.pl. Czy to oznacza, że Fundusz świadomie ignoruje oczywisty konflikt interesów, czy że nie potrafi go zidentyfikować? Obie odpowiedzi są równie niepokojące.

Największe kontrowersje budzi jednak fakt, że wysocy urzędnicy BFG otrzymywali od syndyka wynagrodzenia, sięgające setek tysięcy złotych. Jak ustaliła „Wyborcza”, łącznie trzej funkcjonariusze BFG otrzymali od Kubiczka prawie 800 tys. zł. Czy można mówić o niezależnym nadzorze, gdy osoby odpowiedzialne za kontrolę działań syndyka są jednocześnie przez niego wynagradzane? Taki układ narusza elementarne zasady przejrzystości i zaufania publicznego, a frankowicze mają pełne prawo czuć się oszukani przez instytucję, która miała stać po ich stronie.

Odpowiedzi BFG na pytania dziennikarzy „Wyborczej” pełne są ogólników, zrzucania odpowiedzialności na sądy i uników formalnych. Fundusz, mimo dostępu do akt i skarg, nie wykazuje realnej woli przeciwdziałania nadużyciom. Tymczasem każdy miesiąc bierności oznacza kolejne miliony wydawane z majątku, który w pierwszej kolejności powinien trafić do frankowiczów i innych wierzycieli. Zaufanie do państwowych instytucji kontrolnych zostało w tej sprawie brutalnie nadwyrężone.

Powiązania, które budzą grozę. Układ zamknięty wokół masy upadłości

Rozbudowana sieć zależności i powiązań Marcina Kubiczka ujawnia kulisy działania, które nosi znamiona zamkniętego układu interesów. Kancelarie, które otrzymują zlecenia warte dziesiątki milionów złotych, to nie przypadkowe firmy wyłonione w przejrzystym postępowaniu – to podmioty powiązane z osobą syndyka, jego wspólnikami, a nawet rodziną. Wśród beneficjentów znajduje się m.in. kancelaria Daily Services, której prezesem jest kuzyn wspólnika Kubiczka. Firma ta działa pod tym samym adresem co jego kancelaria w Chorzowie i otrzymała ponad 5 milionów złotych z masy upadłości w latach 2023–2025.

Nie sposób pominąć również zaangażowania spółki Alerion – kolejnego beneficjenta upadłości, powiązanego z Karolem Tatarą, byłym wspólnikiem Kubiczka z czasów kancelarii „Restrukturyzacje Kubiczek Tatara”. Tatarze powierzono zlecenia warte ponad 10,5 miliona złotych. Wbrew jakiejkolwiek logice gospodarczej czy przejrzystości, te same nazwiska pojawiają się w kółko wśród beneficjentów majątku, który powinien być chroniony i pomnażany w interesie frankowiczów.

Niezależni eksperci nie mają wątpliwości: działania Kubiczka są sprzeczne z interesem wierzycieli, a brak realnej kontroli sądowej i instytucjonalnej pozwala na trwanie tego patologicznego stanu. Wszystko to sprawia, że frankowicze nie tylko nie mogą liczyć na sprawiedliwość – ale wręcz są zmuszeni patrzeć, jak ich środki są systematycznie drenowane przez osoby z kręgu syndyka.

Frankowicze w potrzasku, a prokuratura milczy. Czas na zdecydowaną reakcję państwa

Obraz, który wyłania się z dziennikarskiego śledztwa „Wyborczej”, nie pozostawia złudzeń – system upadłościowy w Polsce został zawłaszczony przez układ powiązań personalnych i finansowych, który nie tylko nie chroni wierzycieli, ale aktywnie działa na ich szkodę. Frankowicze nie mogą już liczyć na to, że sprawiedliwość zostanie im oddana z mocy prawa – muszą żądać jej głośno i wspólnie.

Fakty są jednoznaczne: ponad 700 milionów złotych stracili obligatariusze i klienci upadłych banków. Majątek ten miał służyć zaspokojeniu roszczeń, lecz dziś – jak wskazują eksperci – został znacząco uszczuplony przez kosztowną i pozbawioną logiki strategię prawną syndyka. Prokuratura powinna natychmiast wszcząć śledztwo w sprawie zarządzania środkami masy upadłości przez Marcina Kubiczka – to nie tylko kwestia etyki, ale też potencjalnych przestępstw gospodarczych.

Frankowicze nie mogą zostać kolejny raz zignorowani. Nie mogą ponosić konsekwencji za cudze układy, interesy i cynizm. Społeczność Życie Bez Kredytu apeluje do Ministra Sprawiedliwości, do Prokuratora Generalnego, do sądów i mediów – czas przywrócić kontrolę nad majątkiem, który należy do wierzycieli. To nie są abstrakcyjne środki – to pieniądze ludzi, którzy przez lata żyli pod presją kredytów we frankach, a teraz znów są ofiarami bezkarności systemu.

Ministerstwo Sprawiedliwości – trwa postępowanie w sprawie odebrania Kubiczkowi licencji

Po serii medialnych doniesień oraz narastających skarg ze strony frankowiczów, Ministerstwo Sprawiedliwości podjęło kroki wobec Marcina Kubiczka. Od maja 2025 roku toczy się postępowanie administracyjne w sprawie cofnięcia mu licencji syndyka. To reakcja na liczne nieprawidłowości w zarządzaniu majątkiem po upadłych bankach – Getin Noble Banku i Idea Banku – które przez lata pozostawały bez skutecznej kontroli. Jak informuje resort, wcześniej prowadzono nadzór nad 66 postępowaniami dotyczącymi skarg na Kubiczka. Obecnie trwa analiza dziesiątek tysięcy stron dokumentów, a ministerstwo zapowiada powołanie niezależnego audytora do oceny finansowej dokumentacji.

Działania ministra Adama Bodnara mogą być pierwszym realnym krokiem w kierunku przełamania impasu i pociągnięcia syndyka do odpowiedzialności. Choć samo wszczęcie postępowania nie gwarantuje jeszcze cofnięcia licencji, to stanowi sygnał, że państwo zaczyna dostrzegać skalę problemu. W obliczu ujawnionych przez dziennikarzy transferów sięgających setek milionów złotych, wydatków na kancelarie i PR, a także masowych pozwów przeciw frankowiczom, decyzja resortu budzi nadzieję na przełom i przywrócenie choćby części elementarnej sprawiedliwości w sprawie, która dotyka tysięcy polskich rodzin.

  • Setki milionów złotych, które miały zaspokajać roszczenia wierzycieli upadłych banków, trafiają do kancelarii prawnych powiązanych personalnie i biznesowo z syndykiem Marcinem Kubiczkiem. Z masy upadłościowej Getin Banku i Idea Banku wypłacono ponad 197 milionów złotych na obsługę prawną, z czego 146 milionów złotych otrzymała kancelaria Rymarz Zdort Maruta, ściśle związana z samym syndykiem
  • Frankowicze, zamiast otrzymać pomoc w odzyskaniu środków, są masowo pozywani przez syndyka, mimo że w sądach wygrywają 99% spraw. Takie działania nie tylko nie przynoszą żadnych realnych korzyści masie upadłościowej, ale generują gigantyczne koszty, które opłacane są z majątku, który powinien trafić do frankowiczów
  • Rola Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, który miał nadzorować działania syndyka, staje się przedmiotem poważnych wątpliwości, ponieważ jego urzędnicy byli jednocześnie opłacani z masy upadłości. Frankowicze mają prawo pytać, jaką kontrolę może sprawować BFG, skoro trzej wysoko postawieni jego pracownicy otrzymali od Kubiczka łącznie prawie 800 tys. złotych
  • Frankowicze zostali brutalnie odsunięci od pieniędzy, które w postępowaniu upadłościowym powinny trafiać do wierzycieli, a nie do zaprzyjaźnionych kancelarii, spółek PR i znajomych syndyka. Nie ma dziś wątpliwości, że środki z masy upadłości nie są wydawane transparentnie ani zgodnie z zasadą maksymalnego zaspokojenia roszczeń. W tej sytuacji oczekiwana jest natychmiastowa interwencja prokuratury, sądów i organów państwowych, które powinny zbadać działania Marcina Kubiczka pod kątem niegospodarności, konfliktu interesów i możliwych nadużyć

 

Facebook
Twitter
LinkedIn
WhatsApp
Email

Polecamy