|
Nie możesz przeczytać? Skorzystaj z odtwarzacza i posłuchaj!
Getting your Trinity Audio player ready...
|
Obniżki stóp w teorii ulgą, w praktyce zyskiem dla banków
W maju 2025 roku Rada Polityki Pieniężnej rozpoczęła nowy etap polityki monetarnej, obniżając główną stopę referencyjną z 5,75 proc. do 5,25 proc. W lipcu zdecydowano się na kolejne cięcie – tym razem o 0,25 pkt proc. – i tym samym koszt pieniądza w Polsce wynosi dziś równo 5 proc. Dla opinii publicznej mogło to brzmieć jak sygnał nadchodzącej ulgi dla kredytobiorców, jednak realne efekty tych zmian są znacznie mniej spektakularne. Kredyty hipoteczne w Polsce są niemal w całości oparte na zmiennej stopie procentowej, powiązanej z WIBOR-em – najczęściej 3M lub 6M – co oznacza, że oprocentowanie aktualizuje się z opóźnieniem. Raty kredytów reagują dopiero po trzech lub sześciu miesiącach od spadku stóp, a to oznacza, że gospodarstwa domowe muszą jeszcze poczekać, zanim jakakolwiek ulga pojawi się w ich budżetach. Dla wielu rodzin, które przez ostatnie dwa lata walczyły z rosnącym kosztem życia i kredytu, to kolejny rozdział w opowieści o opóźnionej sprawiedliwości ekonomicznej.
Lipcowa redukcja stopy procentowej dla konsumentów oznacza na tym etapie co najwyżej symboliczną poprawę sytuacji. Przykładowo, rata kredytu hipotecznego w wysokości 400 tys. zł, zaciągniętego na 20 lat, może obniżyć się o około 70 zł miesięcznie – w skali całego okresu spłaty daje to 20 tys. zł oszczędności. Nie są to kwoty bez znaczenia, ale nie są też wystarczające, by przynieść realną ulgę w domowym budżecie, zwłaszcza gdy zestawi się je z rosnącymi kosztami energii, żywności i usług. Problem polega na tym, że w czasie gdy konsumenci odczuwają efekty cięć z wyraźnym opóźnieniem – i w ograniczonym zakresie – banki już teraz korzystają z nich w pełni. Sektor finansowy z jednej strony utrzymuje wysokie marże, a z drugiej strony ogranicza koszty depozytów, co tworzy dla niego wyjątkowo korzystne środowisko.
Zyski historyczne, rezerwy niższe – sektor bankowy w złotej epoce
Po pięciu miesiącach 2025 roku sektor bankowy osiągnął zysk netto w wysokości 20,86 mld zł. To wzrost o 20,4 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2024 roku. Dla porównania – wówczas banki zarobiły 17,3 mld zł. Tak wysokie przychody nie były możliwe bez silnego wyniku odsetkowego, który wzrósł do 46,4 mld zł, czyli o 9 proc. r/r. Co istotne, przychody z opłat i prowizji również rosły, choć wolniej – o 1,2 proc., do poziomu 8,2 mld zł. Koszty działania zwiększyły się o 10,2 proc., ale przychody rosły szybciej, co przełożyło się na poprawę rentowności.
Banki nie tylko zarabiają więcej, ale też mniej odkładają na tzw. złe czasy. Rezerwy kredytowe spadły aż o 20 proc., a rezerwy frankowe wzrosły jedynie o niecałe 7 proc. – do 2,31 mld zł. To wyraźny sygnał, że sektor nie spodziewa się już dużego ryzyka związanego z kredytami walutowymi, co może jednak oznaczać spore niedoszacowanie ryzyka, o którym pisaliśmy w artykule: Frankowicze ze spłaconymi kredytami i eurowicze dużym ryzykiem dla banków. Raport NBP. Jednocześnie przychody operacyjne netto wzrosły do 58,1 mld zł, co świadczy o silnej dynamice wzrostu.
Maj okazał się dla sektora bankowego miesiącem wyjątkowym. Zysk netto osiągnął 4,36 mld zł, co oznacza wzrost aż o 50 proc. rok do roku. Głównym źródłem tak wysokiego wyniku był rekordowy wynik odsetkowy – 9,48 mld zł. To aż o 13,4 proc. więcej niż w maju 2024 roku. Co istotne, był to wynik osiągnięty już w warunkach niższego WIBOR-u. To pokazuje, jak odporny na zmiany stóp procentowych jest dziś model biznesowy banków. Dla frankowiczów to kolejny argument, by nie zwlekać z działaniem – bo sektor ma środki, by wypłacić im to, co słusznie się należy.
Frankowicze, działajcie teraz – każda zwłoka to pieniądze dla banku
W obecnych warunkach gospodarczych frankowicze mają wyjątkowo korzystne otoczenie prawne i ekonomiczne do dochodzenia swoich roszczeń. Od 3 lipca 2025 roku odsetki ustawowe za opóźnienie wynoszą 10,50 proc. w skali roku. To wciąż dwucyfrowa, wysoka stopa, która może znacząco zwiększyć wartość końcowego rozstrzygnięcia sądowego. Każdy dzień zwłoki ze strony banku działa więc na korzyść kredytobiorcy – ale tylko wtedy, gdy sprawa znajdzie się już w toku postępowania. Bez pozwu, te odsetki pozostają jedynie potencjałem.
Warto przy tym zaznaczyć, że banki nie czekają biernie i podejmują działania mające na celu zniechęcenie klientów do dochodzenia swoich praw. Dlatego właśnie teraz – gdy linia orzecznicza sądów jest ugruntowana, a otoczenie makroekonomiczne sprzyja konsumentom – należy działać zdecydowanie. Każdy miesiąc zwłoki może oznaczać mniejszy zwrot i trudniejszą ścieżkę procesową.
Dzięki wsparciu organizacji takich jak Życie Bez Kredytu, frankowicze mogą liczyć na kompleksowe wsparcie – prawne, analityczne i emocjonalne. Walka o unieważnienie nieuczciwej umowy to nie tylko kwestia sprawiedliwości, ale realnej poprawy sytuacji życiowej. W dobie rekordowych zysków banków, każdy frankowicz powinien czuć moralną i finansową siłę, by wystąpić o swoje. Bo jeśli nie teraz, to kiedy?








