Blog Frankowicza

Przedawnienia roszczeń kredytobiorców z końcem 2025 roku

Facebook
Twitter
LinkedIn
WhatsApp
Email
Po latach walki z bankami frankowicze dobrze wiedzą, że determinacja przynosi efekty – dziś wielu z nich wygrywa w sądach i osiąga unieważnienie kredytu we frankach. Jednak nawet najlepiej rokująca sprawa może zakończyć się utratą części roszczeń, jeśli przegapi się termin krytyczny. Koniec 2025 roku to graniczna data, po której część roszczeń może ulec przedawnieniu, a banki bezwzględnie będą próbować to wykorzystać. Dlaczego ta data jest tak ważna i co zrobić, by ochronić swoje prawa? Poniżej przedstawiamy kluczowe informacje, poparte doświadczeniem Ekspertów ŻBK oraz obowiązującymi przepisami.

Czego dowiesz się z artykułu?

Do kiedy frankowicze muszą podjąć działania, by nie stracić roszczeń?

Koniec 2025 roku to graniczna data – po tym terminie część roszczeń frankowiczów może się przedawnić, nawet jeśli dojdzie do unieważnienia umowy.

Co skutecznie przerywa bieg przedawnienia w sprawie o kredyt we frankach?

Tylko złożenie pozwu w sądzie przerywa bieg przedawnienia; pisma do banku, reklamacje, wezwania czy mediacje nie dają takiej gwarancji.

Kto jest najbardziej narażony na przedawnienie roszczeń?

Największe ryzyko mają frankowicze, którzy już w latach 2018–2019 podjęli działania i kontakt z bankiem w sprawie wadliwości umowy oraz osoby, które spłaciły kredyt kilka lat temu.

Dlaczego jesień 2019 r. i wyrok TSUE Dziubak są ważne dla terminu?

Od jesieni 2019 r. wielu konsumentów „powinno było wiedzieć” o możliwej abuzywności, więc sześć lat od tego momentu upływa pod koniec 2025 r., co może wpływać na przedawnienie części roszczeń.

Jak przygotować się do pozwu o unieważnienie umowy?

Zbierz dokumenty (umowa z regulaminem i aneksami, historia spłat), a wyliczenia i przygotowanie pozwu powierz specjalistom — to minimalizuje błędy i wyraźnie zwiększa szanse powodzenia.



Przedawnienia roszczeń kredytobiorców z końcem 2025 roku
Nie możesz przeczytać? Skorzystaj z odtwarzacza i posłuchaj!
Getting your Trinity Audio player ready...

Frankowicze i ryzyko przedawnienia z końcem 2025 roku

Koniec 2025 roku wyznacza dla posiadaczy kredytów waloryzowanych do walut obcych punkt zwrotny. Frankowicze wciąż będą mogli występować do sądu i uzyskać unieważnienie nieuczciwego kredytu, lecz pojawi się poważne niebezpieczeństwo – część wpłat dokonanych na rzecz banku może bezpowrotnie się przedawnić. W praktyce oznacza to, że choć sama umowa zostanie uznana za nieważną, nie wszystkie roszczenia finansowe uda się odzyskać. Właśnie ta utrata pełnej rekompensaty czyni przełom roku 2025/2026 momentem tak newralgicznym.

Trzeba pamiętać, że złożenie pozwu sądowego nie jest czynnością, którą da się przeprowadzić z dnia na dzień. Sama decyzja o pozwaniu banku podjęta 30 grudnia nie wystarczy – nie uda się przecież w ciągu jednego dnia skompletować dokumentów i przygotować solidnego pozwu. Proces ten trwa zazwyczaj kilka tygodni, jeśli nie miesięcy: trzeba zebrać wszystkie potrzebne papiery, obliczyć należności, a często również dać bankowi szansę na ustosunkowanie się do roszczeń w wezwaniu przedsądowym. Dlatego realny ostatni dzwonek na start procedury przypada już jesienią 2025 roku. Co istotne, żadne pisma ani reklamacje do banku nie gwarantują zatrzymania upływu terminu przedawnienia. Tylko formalne wniesienie pozwu w sądzie daje pewność, że frankowicze nie utracą żadnego ze swoich roszczeń.

Sześć lat zamiast dziesięciu – skrócony termin przedawnienia

W lipcu 2018 roku weszła w życie nowelizacja kodeksu cywilnego, która skróciła podstawowy termin przedawnienia roszczeń konsumenta wobec przedsiębiorcy z 10 do 6 lat. Te zmiany drastycznie przyspieszyły moment, w którym roszczenia ulegają przedawnieniu, również w sprawach frankowych. W praktyce oznacza to, że wiele należności, które według starych zasad wygasłoby dużo później, teraz przedawni się już z końcem 2025 roku.

Kluczowe znaczenie ma świadomość konsumenta co do wadliwości jego umowy. To właśnie orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE przesądziło, że bieg przedawnienia nie może ruszyć, zanim kredytobiorca nie zyska realnej wiedzy o tym, że w jego umowie znajdują się postanowienia niedozwolone. TSUE wielokrotnie akcentował, że ochrona wynikająca z dyrektywy 93/13 ma być skuteczna, a więc konsument musi mieć szansę zrozumieć nieuczciwy mechanizm, zanim zacznie tracić swoje prawa. W praktyce oznacza to, że dla terminu przedawnienia kluczowe jest nie tyle samo podpisanie umowy, ile moment, w którym frankowicze mogli świadomie ocenić jej wadliwość i podjąć decyzję o obronie swoich interesów.

Frankowicze zyskali masową świadomość swoich praw dopiero w październiku 2019 roku, gdy Trybunał Sprawiedliwości UE wydał słynny wyrok w sprawie państwa Dziubak (C-260/18). Orzeczenie to potwierdziło, że unieważnienie kredytu we frankach jest realną możliwością, i wywołało lawinowy wzrost zainteresowania pozwami. Od tego czasu przyjmuje się, że rozsądny konsument wiedział lub co najmniej powinien był wiedzieć, iż w jego umowie mogą znajdować się klauzule niedozwolone dające podstawę do roszczeń. Dla wielu osób to właśnie jesień 2019 r. wyznacza początek biegu terminu przedawnienia – a sześć lat od tego momentu mija pod koniec 2025 roku. Z tego powodu przełom lat 2025/2026 stanowi granicę, po której część roszczeń frankowicze mogą definitywnie utracić.

Najbardziej zagrożeni frankowicze – kto może stracić roszczenia?

Paradoksalnie najbardziej zagrożone przedawnieniem są osoby, które jako pierwsze zdały sobie sprawę z wadliwości swoich umów. Frankowicze, którzy już w latach 2018–2019 podejmowali działania przeciw bankom – na przykład składali reklamacje, kwestionowali nieuczciwe przeliczenia kursowe albo prosili Rzecznika Finansowego o interwencję – uruchomili swoją „sześciolatkę” wcześniej niż pozostali. To właśnie ich roszczenia mogą najwcześniej się przedawnić, bo upływ sześciu lat od momentu, gdy nabrali pełnej świadomości problemu, nastąpił już pod koniec 2024 lub dopiero nastąpi z końcem 2025 roku. Innymi słowy, ci najbardziej świadomi i aktywni klienci znaleźli się w grupie podwyższonego ryzyka – jeśli do końca 2025 r. nie złożą pozwu, mogą utracić możliwość odzyskania pieniędzy za część rat spłaconych jeszcze przed 2019 rokiem.

Frankowicze, którzy spłacili swoje kredyty kilka lat temu, również znajdują się w strefie ryzyka. Wielu z nich uważa, że skoro pozbyli się długu (a czasem także sprzedali kupione za kredyt mieszkanie), to temat unieważnienia umowy już ich nie dotyczy. Nic bardziej mylnego – fakt spłaty kredytu nie oznacza, że bank może zatrzymać nienależnie pobrane środki. Roszczenie o zwrot niesłusznie zapłaconych rat wynika z samej wadliwej umowy kredytowej, a nie z prawa własności do nieruchomości. Paradoksalnie więc osoby, które zakończyły spłatę w drugiej połowie 2018 r. czy w 2019 r., są dziś w szczególnie niekorzystnej sytuacji. W ich przypadku przedawnienie obejmie niemal wszystkie wpłacone raty, jeśli nie zareagują na czas – mówiąc obrazowo, mogą stracić szansę na odzyskanie całego kapitału oddanego bankowi, mimo że unieważnienie kredytu we frankach jest w ich zasięgu.

Bierność klientów działa oczywiście na korzyść banków. Przedawnienie nie zamyka co prawda drogi do sądu – frankowicze nadal mogą złożyć pozew nawet po upływie przewidzianych terminów – lecz sprawia, że część żądań stanie się nieściągalna. Bank, powołując się na upływ czasu, będzie mógł zatrzymać środki pobrane przed laty, bo sąd oddali w tej części powództwo. W efekcie nawet unieważnienie kredytu we frankach nie przyniesie pełni korzyści, jeśli znaczna część spłat okaże się przedawniona. Mówiąc krótko, zwłoka może kosztować setki tysięcy złotych utraconych bezpowrotnie na rzecz banku. 

Jak przerwać bieg przedawnienia? Tylko pozew daje ochronę

Najważniejszą zasadą, jaką muszą znać frankowicze, jest to, że tylko złożenie pozwu w sądzie skutecznie przerywa bieg przedawnienia roszczeń. Żadne inne działania – ani reklamacje kierowane do banku, ani wezwania do zapłaty czy mediacje – nie zatrzymują upływu czasu. Wielu kredytobiorcom wydaje się, że wystarczy napisać do banku pismo z żądaniem zwrotu nadpłat, aby „zabezpieczyć” swoje prawa, jednak w świetle prawa takie działanie nie chroni roszczeń. Dopiero formalne wszczęcie postępowania przed sądem sprawia, że termin przedawnienia przestaje biec, a po zakończeniu sprawy liczy się od nowa. Dlatego, gdy zbliża się koniec 2025 roku, jedyną skuteczną strategią obrony jest niezwłoczne wniesienie pozwu o unieważnienie kredytu we frankach.

Jak zatem skutecznie przygotować pozew? Przede wszystkim należy zgromadzić pełną dokumentację związaną z kredytem. Podstawą jest umowa kredytowa (wraz z załączonym regulaminem i ewentualnymi aneksami), bo to w niej znajdują się klauzule decydujące o abuzywności zapisów. Jeśli kredytobiorca nie posiada już swojego egzemplarza umowy, powinien niezwłocznie wystąpić do banku o wydanie duplikatu – bank ma obowiązek przechowywać dokumenty przez cały czas trwania kredytu oraz przez pięć lat po jego spłacie. Kolejnym krokiem jest uzyskanie z banku zaświadczenia o historii spłaty kredytu, czyli wykazu wszystkich rat i pobranych kwot (w walucie obcej oraz w złotych). 

Mając te informacje, można precyzyjnie obliczyć sumę, której zwrotu domagają się frankowicze w pozwie. Na tym etapie rozsądnie jest skorzystać z pomocy profesjonalistów. Próba samodzielnej analizy i prowadzenia sprawy tuż przed upływem terminu przedawnienia jest ryzykowna – każdy błąd lub przeoczenie może kosztować utratę istotnych roszczeń. Doświadczona kancelaria prawna albo organizacja społeczna (taka jak Życie Bez Kredytu) pomogą sprawnie zebrać dokumenty, przeprowadzić niezbędne kalkulacje i przygotować pozew. Co więcej, specjaliści rozwieją wiele wątpliwości, które często paraliżują kredytobiorców: wyjaśnią, że posiadanie wykształcenia ekonomicznego czy doświadczenia w bankowości nie pozbawia nikogo statusu konsumenta, a zmiany współkredytobiorców (np. odejście jednej osoby z umowy czy dziedziczenie długu po zmarłym kredytobiorcy) nie zamykają drogi do procesu. Mając takie wsparcie, frankowicze zyskują pewność, że żaden istotny aspekt sprawy nie zostanie pominięty, a pozew trafi do sądu na czas.

Nie tylko frankowicze – inne wadliwe kredyty walutowe i aneksy

Choć w debacie publicznej najczęściej używa się terminu frankowicze, problem wadliwych kredytów walutowych dotyczy także tysięcy osób zadłużonych w innych walutach. Konstrukcja tych umów była niemal identyczna: banki stosowały mechanizm indeksacji do kursu obcej waluty na takich samych zasadach jak w kredytach frankowych. Różnica sprowadzała się jedynie do waluty i stopy procentowej (np. LIBOR dla franka vs EURIBOR dla euro), natomiast klauzule waloryzacyjne – oparte na tabelach kursowych jednostronnie ustalanych przez bank – były tak samo nieuczciwe. Dlatego również posiadacze kredytów w euro, dolarach czy jenach mają pełne prawo domagać się sprawiedliwości tak jak frankowicze. Unieważnienie kredytu we frankach, euro czy dolarze przebiega pod względem prawnym bardzo podobnie, a szanse na wygraną są równie wysokie.

Warto dodać, że opisane zasady dotyczą nie tylko umów zawartych od razu w walucie obcej, ale także później przewalutowanych. Wiele osób podpisało z bankami aneksy zmieniające kredyt złotówkowy na frankowy – na przykład w okresie, gdy frank był tani i wydawało się to korzystne. Takie aneksy często wprowadzały do umowy mechanizmy przeliczeń analogiczne do tych w standardowych kredytach walutowych. Jeśli więc w treści aneksu znalazły się abuzywne postanowienia (np. bank zagwarantował sobie jednostronne prawo ustalania kursu przewalutowania lub nie poinformował wprost o całym ryzyku walutowym), to kredytobiorcy również mogą dochodzić roszczeń z tego tytułu. Terminy przedawnienia obowiązują analogicznie: jeżeli konsument zorientował się w nieuczciwości zapisów aneksu już w 2018–2019 r., to sześć lat od tej chwili upłynie wraz z końcem 2025 roku.

O jakich kwotach mówimy w tych sporach? Część klientów wciąż uważa, że ewentualne korzyści z wygranej to jedynie drobne różnice kursowe – rzędu kilkunastu tysięcy złotych. Tymczasem w praktyce unieważnienie kredytu we frankach oznacza często możliwość odzyskania kilkuset tysięcy złotych nadpłaconych odsetek i kapitału. Powszechne są roszczenia w wysokości 200–300 tys. zł, a zdarzają się i takie, które przekraczają milion. Nietrudno więc wyobrazić sobie rozczarowanie kogoś, kto mógł odzyskać przykładowo pół miliona złotych, lecz zaniedbał sprawę i pozwolił bankowi zatrzymać te pieniądze z powodu przedawnienia. Frankowicze nie mogą dopuścić do takiego scenariusza – trzeba działać zawczasu, by wykorzystać swoją szansę na sprawiedliwość i uwolnić się od finansowych skutków wadliwej umowy.

Podsumowanie

  • Frankowicze muszą pamiętać, że koniec 2025 roku to graniczna data, po której część ich roszczeń wobec banków może się przedawnić, co oznacza realne i często bardzo poważne straty finansowe

  • Skrócenie terminu przedawnienia do 6 lat oznacza, że frankowicze, którzy już w latach 2018–2019 zdobyli świadomość wadliwości umów, znajdują się w szczególnie dużym ryzyku utraty części roszczeń

  • Aby skutecznie przerwać bieg przedawnienia, frankowicze muszą wnieść pozew do sądu – żadne reklamacje ani pisma do banku nie gwarantują takiej ochrony

  • Nie tylko frankowicze, ale także posiadacze innych kredytów waloryzowanych do walut obcych oraz aneksów przewalutowujących mogą dochodzić unieważnienia wadliwych umów, a stawką bardzo często są setki tysięcy złotych

Facebook
Twitter
LinkedIn
WhatsApp
Email

Polecamy