|
Nie możesz przeczytać? Skorzystaj z odtwarzacza i posłuchaj!
Getting your Trinity Audio player ready...
|
Anna spłaciła kredyt frankowy w 2018 roku. Ostatnia rata, wykreślenie hipoteki, lampka szampana z mężem. Sprawa zamknięta. Pięć lat później, w 2023 roku, jej koleżanka z pracy wygrała proces frankowy i odzyskała 380 tysięcy złotych. Anna zadała sobie pierwsze pytanie, na które przez lata nie miała powodu odpowiadać: „a co z moim kredytem?”. W 2026 roku siedzi naprzeciwko Eksperta ŻBK z dokumentami, które na szczęście zachowała w segregatorze na strychu. Anna ma rację. Anna ma roszczenie. Anna ma 6 lat na pozew. Ale ma też drugi, krótszy zegar, o którym nikt z banku jej nie powiedział — zegar, który mógłby jej zabrać wszystko, gdyby zwlekała jeszcze dwa lata, to 10 lat od zamknięcia kredytu na zdobycie zaświadczenia z banku dotyczącego pełnej historii spłat.
Dla wielu byłych kredytobiorców frankowych spłata ostatniej raty była momentem, w którym sprawa zamknęła się definitywnie. Bank wykreślił hipotekę, klient odetchnął, życie poszło dalej. Tymczasem prawo mówi coś zupełnie innego: spłata kredytu nie zamyka roszczenia. Wymazanie hipoteki nie zamyka roszczenia. Nawet upływ dekady od spłaty go nie wygasza — jeśli termin przedawnienia jeszcze nie minął.
To jest najważniejszy artykuł, jaki przeczytasz w tym roku jako spłacony frankowicz. Nie dlatego, że jest sensacyjny. Dlatego, że pokazuje pułapkę, której większość ofiar abuzywnych umów nie zauważa — aż jest za późno.
Mit „spłaciłem, to już historia” — najbardziej kosztowny błąd byłych frankowiczów
Przekonanie, że spłacony kredyt to zamknięty rozdział, jest błędem — i to błędem kosztownym. W polskim prawie roszczenie o zwrot świadczenia nienależnego nie wygasa z chwilą, gdy przestaje istnieć umowa. Wygasa dopiero wtedy, gdy upłynie termin przedawnienia. A ten termin liczy się inaczej, niż myśli większość spłaconych kredytobiorców.
Argument banków jest przewidywalny i fałszywy: „spłaciłeś, potwierdziłeś tym samym ważność umowy, zamknąłeś się na roszczenia”. To nieprawda. Spłata rat pod przymusem ekonomicznym — bo brak spłaty groziłby egzekucją z nieruchomości — nie jest dobrowolnym uznaniem długu. Nie jest akceptacją warunków umowy. Jest wykonaniem zobowiązania, którego zakwestionowanie jest możliwe nawet po wielu latach od ostatniej raty.
Spłata kredytu pod groźbą egzekucji nie jest uznaniem długu. Jest wykonaniem zobowiązania, którego ważność możesz zakwestionować nawet wiele lat później. |
Jak liczy się przedawnienie roszczenia konsumenta
Kluczowe pytanie brzmi: od kiedy liczy się termin przedawnienia roszczenia konsumenta o zwrot świadczeń nienależnych z nieważnej umowy kredytowej?
Polskie sądy przez długi czas nie wypracowały jednolitego stanowiska w tej kwestii. Część sądów liczyła termin od daty każdej wpłaconej raty — co w praktyce eliminowałoby roszczenia za raty spłacone dawniej. Inne liczyły od daty spłaty całego kredytu. Orzecznictwo TSUE rozstrzygnęło tę kwestię w sposób fundamentalnie korzystny dla konsumentów.
Roszczenie konsumenta o zwrot świadczenia nienależnego przedawnia się obecnie z upływem sześciu lat — liczonych od momentu, w którym konsument uzyskał wiedzę o okolicznościach uzasadniających nieważność umowy. Termin biegnie od momentu, w którym konsument dowiedział się — lub przy zachowaniu należytej staranności mógł się dowiedzieć — o abuzywnym charakterze postanowień umownych i ich konsekwencjach. Nie od daty ostatniej wpłaty. Nie od daty zawarcia umowy. Od daty wiedzy o wadliwości.
To ma ogromne znaczenie praktyczne. Osoba, która spłaciła kredyt w 2015 roku, ale o wadliwości umowy dowiedziała się dopiero w 2025 roku — na przykład śledząc orzecznictwo frankowe lub konsultując się z prawnikiem — ma termin przedawnienia liczony od 2025. Nie od 2015. Sześć lat od 2025 to 2031. Sprawa jest otwarta.
Termin przedawnienia liczy się od momentu Twojej wiedzy, nie od daty Twojej ostatniej raty. To różnica wielu lat — i często wielu setek tysięcy złotych. |
6 lat od dnia dowiedzenia się o nieważności — konkretna oś czasu
W celu zilustrowania mechanizmu posłużymy się przykładem Anny, naszej bohaterki z otwarcia tego artykułu.
Anna zawarła umowę frankową w 2007 roku. Spłacała przez 11 lat. Ostatnią ratę zapłaciła w 2018 roku, hipoteka została wykreślona, sprawa zamknięta. Przez pięć lat żyła z przekonaniem, że relacja z bankiem skończyła się definitywnie.
W 2023 roku jej koleżanka z pracy — frankowiczka jak Anna — wygrała prawomocny proces i odzyskała 380 tysięcy złotych. Anna po raz pierwszy zaczęła czytać o sprawach frankowych. Po raz pierwszy usłyszała pojęcie „klauzule abuzywne”. Po raz pierwszy zrozumiała, że jej umowa też mogła być wadliwa. To jest ten moment — 2023 rok — od którego liczy się jej sześcioletni termin przedawnienia. Anna ma czas do 2029 roku na złożenie pozwu. Istnieje jednak ryzyko, że sąd uzna inaczej. Niektórzy sędziowie stoją na stanowisku, że po wyroku TSUE w sprawie Dziubak, który został wydany w 2019, było już na tyle głośno o abuzywności umów frankowych, że uważny konsument już od tego momentu dowiedział się o nieuczciwym umowie swojej umowy kredytowej. Wówczas po pełnych 6 latach kalendarzowych przedawnienie roszczeń zaczyna się od 1 stycznia 2027 roku.
Inny przykład: kredytobiorca spłacił kredyt w 2013 roku. Nigdy szczególnie nie śledził orzecznictwa. W 2026 roku, po rozmowie z doradcą ŻBK, po raz pierwszy usłyszał o możliwości dochodzenia roszczeń. Dla niego termin zaczyna biec od 2026 — jeśli do tego czasu żaden sąd nie stwierdził, że przy dołożeniu należytej staranności mógł się dowiedzieć wcześniej. To jest kwestia okoliczności faktycznych każdej sprawy, oceniana indywidualnie.
Wniosek ogólny jest jednak wyraźny: spłata kredytu nie uruchamia ani nie kończy biegu przedawnienia roszczenia konsumenta.
Wyrok Falucka (C-901/24): Twoje oświadczenie w procesie nie jest uznaniem długu banku
16 kwietnia 2026 roku TSUE wydał wyrok w sprawie Falucka (C-901/24), który zamknął próbę banków stworzenia nowego narzędzia przeciwko kredytobiorcom — również tym, którzy spłacili kredyt i dopiero teraz rozważają pozew.
Mechanizm był następujący: w toku postępowania frankowego konsument składa oświadczenie o świadomości skutków nieważności umowy. To oświadczenie jest elementem proceduralnym, wymaganym przez polskie sądy po orzeczeniu TSUE w sprawie Dziubak. Banki zaczęły argumentować, że takie oświadczenie jest uznaniem długu — a uznanie długu skutkuje przerwaniem biegu przedawnienia roszczenia banku i jego ponownym rozpoczęciem od nowa. Innymi słowy: bank próbował wykorzystać oświadczenie konsumenta, złożone w celu dochodzenia jego własnych praw, jako broń przeciwko temu samemu konsumentowi.
TSUE odrzucił tę argumentację jednoznacznie. Trybunał wskazał, że przy ocenie, czy oświadczenie stanowi uznanie długu, sąd krajowy musi badać cel tego oświadczenia. Cel oświadczenia konsumenta w procesie frankowym jest oczywisty: dążenie do unieważnienia umowy i odzyskania nienależnie zapłaconych środków. Nie jest nim uznanie roszczenia banku o zwrot kapitału.
Klient składa oświadczenie, bo chce unieważnienia umowy, a nie po to, by uznać roszczenie banku. — adw. Wiktor Budzewski, główny pełnomocnik procesowy ŻBK |