Blog Frankowicza

Frankowicze kontra chaos: gdy poczta gubi apelację, ŻBK wkracza do akcji

Facebook
Twitter
LinkedIn
WhatsApp
Email
Kiedy frankowicze myślą, że widzieli już wszystko w walce z machiną bankowo-sądową, życie potrafi zaskoczyć w najbardziej nieprzewidywalny sposób. Gdy sądzisz, że dochowałeś wszelkiej staranności, a wszystkie dokumenty są złożone w terminie, wtedy może wydarzyć się coś z pozoru niemożliwego — Poczta Polska gubi Twoją apelację. W takich chwilach, gdy prawo wydaje się bezsilne wobec urzędniczego chaosu, Eksperci Życie Bez Kredytu nie spuszczają głowy. Wręcz przeciwnie — zbierają siły i ruszają do kontrataku. Frankowicze nie są sami, a w ŻBK determinacja nie zna granic.
Frankowicze kontra chaos: gdy poczta gubi apelację, ŻBK wkracza do akcji
Nie możesz przeczytać? Skorzystaj z odtwarzacza i posłuchaj!
Getting your Trinity Audio player ready...

Gdzie jest apelacja?! — gdy frankowicze trafiają w proceduralną czarną dziurę

Wydawało się, że sprawa ma przebieg standardowy. Frankowicze, reprezentowani przez pełnomocnika ŻBK mec. Wiktora Budzewskiego z kancelarii KBiW, po przegranym procesie w pierwszej instancji złożyli apelację — solidnie przygotowaną, na czas, opartą na wieloletnich argumentach prawnych. Wszystko odbyło się zgodnie z procedurą, a potwierdzenie nadania przesyłki opatrzone było urzędowym stemplem.

Mimo to sąd nigdy tej apelacji nie otrzymał. A to oznaczało jedno — postanowienie z pierwszej instancji uprawomocniło się, a bank zażądał przyznania klauzuli wykonalności. Dla klientki oznaczało to widmo egzekucji i przegranej walki z bankiem, którą przecież — merytorycznie — powinna była wygrać. Jak wspomina adwokat Budzewski:

„W pierwszej chwili niemal dostałem zawału, bo mówię: ale jak? Składamy wszystkie dokumenty zawsze w terminach. Weryfikuję wszystkie dokumenty i mówię: no nie, niemożliwe. Mamy dokument, mamy potwierdzenie nadania ze stempelkiem, wobec tego ten dokument stanowi dokument w ogóle urzędowy.”

Zaczęło się śledztwo — gdzie zaginęła przesyłka? Czy zawiódł sąd, czy może jednak biuro kancelarii? „Po naszej stronie wszystko było w porządku, ale przesyłka do sądu nie dotarła” — wyjaśnia prawnik. Chaos był pełny. Frankowicze zostali postawieni w sytuacji, w której przez błąd instytucji zewnętrznej mogli ponieść ogromne konsekwencje finansowe. ŻBK rozpoczęło najtrudniejszą walkę — walkę z absurdem proceduralnym.

Prawda, procedura i znaczek za 5,20 zł

Po odkryciu, że apelacja nigdy nie dotarła do sądu, zespół ŻBK niezwłocznie podjął próbę jej ponownego wniesienia. Wydawało się, że skoro istnieje potwierdzenie nadania, sprawa powinna być formalnością. Nic bardziej mylnego. Sąd odmówił nadania sprawie biegu, uznając, że sam odpis pisma nie ma mocy dowodowej, jeśli nie wiadomo, co rzeczywiście zawierała pierwotna przesyłka. Frankowicze trafili w pułapkę pozornej logiki — biurokracja zderzyła się z rzeczywistością, a zdrowy rozsądek przegrał z formalizmem.

„W związku z tym nie ma możliwości nadania apelacji biegu na samym jej odpisie na kopii, pomimo że złożyliśmy dokument potwierdzający, że ta przesyłka faktycznie od nas wyszła” — mówi adw. Budzewski. Dla frankowiczów oznaczało to nie tylko zatrzymanie procesu, ale groźbę uprawomocnienia się niekorzystnego wyroku i lawiny kosztów, które mogły spaść na klientkę. Cała starannie budowana linia obrony zawisła na włosku — a raczej na zgubionej kopercie.

Zespół ŻBK zdecydował się złożyć wniosek o przywrócenie terminu. Wydawało się, że to ostatnia deska ratunku. Niestety, również ten wniosek został oddalony. Sąd uznał, że skoro nie wiadomo, co zawierała przesyłka, nie ma podstaw, by przywracać termin. Argumentacja chłodna, proceduralnie poprawna, ale z punktu widzenia sprawiedliwości — bezduszna. Nadzieja zaczęła się kurczyć. Pozostał jeden kierunek: oficjalna reklamacja w Poczcie Polskiej.

 „Trwało to praktycznie dwa lata, jak żeśmy się przepychali z Pocztą Polską i próbowali znaleźć tę przesyłkę” — relacjonuje mec. Budzewski. Determinacja, którą wykazali frankowicze i ich pełnomocnicy, była bezprecedensowa. Wreszcie, po niezliczonych monitach i formalnych pismach, pojawił się przełom. „Poczta Polska przyznała, że tę przesyłkę zgubiła i przyznała nam 5,20 tytułem zwrotu kosztów znaczka pocztowego” — wspomina Ekspert ŻBK.

Choć kwota wydaje się groteskowo niska wobec wagi sprawy, ta symboliczna suma okazała się kamieniem milowym. Przyznanie winy przez operatora pocztowego otworzyło drogę do ponownego złożenia wniosku o przywrócenie terminu — tym razem opartego na niepodważalnym dowodzie: oficjalnym uznaniu zaginięcia przesyłki. Frankowicze odzyskali możliwość walki, a sprawiedliwość znów zaczęła wyglądać na osiągalną.

Zwycięstwo z popiołów

„Zbudowaliśmy taką argumentację, w której wskazaliśmy, że do momentu, kiedy Poczta Polska nie przyznała, że zgubiła przesyłkę, istniała realna nadzieja, że ona wciąż znajduje się w obiegu. A skoro dopiero wtedy uzyskaliśmy informację o jej ostatecznym losie, to właśnie od tej daty powinien być liczony termin na przywrócenie” — tłumaczy mec. Wiktor Budzewski.

To podejście okazało się skuteczne: sąd przyjął wniosek, a sprawa otrzymała bieg. Wreszcie można było wrócić do meritum. Równolegle krajobraz prawny wokół kredytów frankowych uległ głębokiej zmianie. Linie orzecznicze stały się bardziej przychylne, a sądy zaczęły dostrzegać realną krzywdę kredytobiorców. mBank, wcześniej pewny siebie, zaczął przegrywać kolejne procesy.

„Wiedzieliśmy, że nasze argumenty są zasadne. Powinniśmy byli to wygrać już wcześniej, ale przegraliśmy — i to z kretesem. A przecież to była jedna z tych spraw, które należało rozstrzygnąć na korzyść frankowiczów” – przypomina Ekspert ŻBK.

Tym razem było inaczej. Gdy sprawa została rozpoznana w pełni, zapadł wyrok, który przywrócił poczucie sprawiedliwości: sąd uznał rację frankowiczów w całym zakresie — od roszczeń głównych, przez odsetki, aż po zwrot kosztów. Był to sukces nie tyle spektakularny finansowo, co symbolicznie miażdżący: odbudowano sprawę, którą zniszczył błąd instytucji państwowej, i przywrócono jej sens.

„To była sprawa, która kosztowała mnie ogrom nerwów i nieprzespanych nocy. Wszystko zostało przez nas zrobione perfekcyjnie — a mimo to, przez czynnik całkowicie od nas niezależny, groziło nam ryzyko odpowiedzialności wobec klientki. To był moment, w którym człowiek nie jest w stanie pojąć, że działając zgodnie z prawem, może ponieść konsekwencje za cudzy błąd” — opowiada adw. Wiktor Budzewski. „Na tamtym etapie wydawało się, że nie da się już nic zrobić. A jednak… przekuliśmy to w duży sukces.”

Nie był to zwykły wyrok. Był to tryumf nad systemową bezwładnością, nad milczącą zgodą na niesprawiedliwość. Pokazał, że kiedy inni się poddają, frankowicze — wspierani przez Życie Bez Kredytu — walczą dalej.

  • Frankowicze stali się ofiarą proceduralnego absurdu, gdy sąd nie otrzymał apelacji z powodu zagubienia przesyłki przez Pocztę Polską
  • Życie Bez Kredytu, mimo pierwszego oddalenia wniosku, nie ustąpiło i podjęło walkę o przywrócenie terminu — kluczowe okazało się przyznanie winy przez operatora pocztowego
  • Frankowicze odzyskali szansę na sprawiedliwość, a sąd ostatecznie przyznał im rację, uwzględniając wszystkie roszczenia wraz z należnymi odsetkami
  • Kredytobiorcy zyskali nie tylko wygraną sprawę, ale i dowód, że upór, profesjonalizm i wsparcie ŻBK mogą przezwyciężyć nawet urzędniczy chaos

 

Facebook
Twitter
LinkedIn
WhatsApp
Email

Polecamy