Blog Frankowicza

BNP się kompromituje, frankowicze nie odpuszczają! Walka o sprawiedliwość trwa

Facebook
Twitter
LinkedIn
WhatsApp
Email
Są takie teksty, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Nie dlatego, że są zbyt kontrowersyjne, bezkompromisowe czy prowokacyjne – ale dlatego, że obnażają coś, co ich autor powinien zachować raczej dla siebie: głęboko zakorzenione poczucie wyższości, pogardę wobec zwykłych ludzi i przekonanie, że zajmowana pozycja daje moralne prawo do osądzania innych z bezpiecznej wysokości zarządu. Przemysław Gdański, prezes BNP Paribas, opublikował właśnie taki tekst. Nie była to emocjonalna wypowiedź rzucona w przypływie chwili, ani kuluarowy komentarz, który przypadkiem wyciekł do mediów. To był starannie przemyślany wywiad opublikowany na łamach „Pulsu Biznesu” – miejscu, które zwykle wymaga od autorów minimum autorefleksji i świadomości tonu. To, co miało uchodzić za intelektualną refleksję nad relacjami społeczeństwa z sektorem bankowym, okazało się katalogiem uproszczeń, krzywdzących stereotypów i protekcjonalnych diagnoz. Artykuł uwidocznił przepaść między klientem a instytucją. Pokazał wprost, jak silnie utrwalony jest w tej branży brak szacunku wobec tych, którzy przez lata obdarzyli ją zaufaniem.
BNP się kompromituje, frankowicze nie odpuszczają! Walka o sprawiedliwość trwa
Nie możesz przeczytać? Skorzystaj z odtwarzacza i posłuchaj!
Getting your Trinity Audio player ready...

Domorosły „Freud z BNP Paribas” i resentymenty za miliony

Wywiad, który Prezes BNP Paribas udzielił dla „Pulsu Biznesu” ukazał się 21 kwietnia 2025 roku, lecz jego echa brzmią do dziś – i nie będą cichły jeszcze długo. Artykuł, który miał być – zdaje się – próbą zbudowania narracji objaśniającej niechęć społeczeństwa do banków, zamienił się w pseudo-diagnozę narodowych kompleksów i stereotypów. Przemysław Gdański postanowił podzielić się z czytelnikami przemyśleniami, które bardziej pasowałyby do prywatnego bloga memicznego „Janusza” niż do publicznego wystąpienia szefa wielkiego banku. Oto bowiem dowiadujemy się, że przeciętny Polak nie lubi banków, bo… zazdrości. Bo po urlopie zostaje mu rata do spłaty. Bo nie rozumie, jak działa sektor finansowy. I – wreszcie – bo w jego świadomości bank = Żyd. A Żydów, jak wiadomo, „się nie lubi”.

Słowa te wzbudziły nie tylko oburzenie, ale też autentyczne zdumienie. Zdumienie, że człowiek o tak wysokim statusie zawodowym i doświadczeniu mógł wykazać się taką ignorancją i brakiem refleksji. Antysemickie skojarzenia, które Gdański z nonszalancją wrzuca do publicznego dyskursu, zostały potraktowane przez niego jako niegroźna, akademicka refleksja. Tyle że nie były one ani refleksyjne, ani akademickie. Były krzywdzące, spłycone i z gruntu niesprawiedliwe. Frankowicze zareagowali szybko – społeczność, której przez lata próbowano odebrać głos, dziś mówi donośnie i wyraźnie: dość tego paternalizmu, dość protekcjonalnych analiz. Czas na konkret, czas na rozliczenia.

Wystarczyło kilka godzin od publikacji, by internet eksplodował. Komentarze, memy, riposty i wideofelietony zaczęły pojawiać się lawinowo – użytkownicy sieci nie zostawili na słowach prezesa Gdańskiego suchej nitki. Choć temat kredytów frankowych od lat budzi emocje i dzieli opinię publiczną, tym razem reakcja była zaskakująco zgodna: gniew, zawstydzenie i poczucie, że przekroczono granicę, której przekraczać nie wypada. Kredytobiorcy pisali wprost, że to nie była wpadka ani niezręczność, ale jawna zniewaga. Inni natomiast pytali ironicznie, czy BNP Paribas planuje teraz serię edukacyjnych felietonów na temat reszty narodowych „przywar”?

Frankowicze kontra bankowy teatr absurdu

BNP Paribas mierzy się z poważnym kryzysem wizerunkowym, a frankowicze nie zamierzają siadać w pierwszym rzędzie i bić braw. Wręcz przeciwnie – wychodzą na scenę i domagają się sprawiedliwości, którą banki starają się zamaskować retoryką o „moralności kontraktu” i „edukacji finansowej”. Wystarczy jednak odrobina pamięci, by przypomnieć sobie, kto przez lata oferował kredyty frankowe bez należytego informowania o ryzykach? Kto udawał, że kurs franka będzie stabilny, a ryzyko walutowe marginalne? Kto wreszcie zniechęcał do bezpiecznych rozwiązań, wiedząc, że większe ryzyko to większy zarobek dla banku?

Gdy bankowcy tworzą opowieść o „nieodpowiedzialnych klientach”, frankowicze pokazują stosy dokumentów, analizy prawne i prawomocne wyroki. Ich racja została już wielokrotnie potwierdzona – przez TSUE, przez polskie sądy, przez UOKiK i inne instytucje stojące na straży sprawiedliwości. I wciąż – wbrew tej racji – słyszą, że są „rozzuchwaleni”. Cóż, jak widać, zdaniem niektórych w tym kraju roszczeniowy jest ten, kto domaga się przestrzegania prawa.

Co więcej, to właśnie frankowicze przez lata pełnili funkcję społecznego sygnalisty – alarmowali o nieprawidłowościach, które dziś wychodzą na jaw także przy innych produktach kredytowych, jak choćby przy umowach opartych na wskaźniku WIBOR. Ich determinacja i konsekwencja stały się fundamentem szerokiej debaty o prawach konsumentów w starciu z potężnymi instytucjami finansowymi. To wyłącznie za sprawą działań banków do dyskusji publicznej na stałe weszły takie pojęcia jak klauzule abuzywne czy asymetria informacji. Dlatego frankowicze nie mają się czego wstydzić – lecz ci, którzy przez lata udawali, że problem nie istnieje, i próbowali obarczyć winą samych poszkodowanych.

„Roszczeniowi” klienci, miliardowe zyski: bankowy spektakl hipokryzji trwa

Wśród najwyższych rangą przedstawicieli sektora panuje irracjonalne przekonanie, że wystarczy publicznie zaprezentować się jako „zaniepokojony sytuacją społecznik”, by zdobyć poklask i sympatię klientów. W rzeczywistości jednak każda kolejna wypowiedź na temat kryzysu wizerunkowego banków brzmi jak kiepska satyra. Wiceprezes mBanku narzeka, że kredyty są udzielane niemal „po kosztach”, prezes innego banku tłumaczy, że frankowicze mają „roszczeniową mentalność”, a Gdański stawia diagnozę cywilizacyjną całemu narodowi.

Banki z niezrozumiałą determinacją brną w narrację, która już dawno została obalona przez fakty. Frankowicze nie są ofiarami swojej niewiedzy, lecz cynizmu i zachłanności banków. Ich roszczenia nie są bezpodstawne – wynikają z konkretnych naruszeń prawa, które sądy powszechne i TSUE uznają za rażące. Ilekroć więc kolejny bankowiec próbuje przekonać opinię publiczną, że to wszystko „nagonka”, przypomina tym samym, jak niewiele zrozumiał z tego, co przez ostatnią dekadę działo się w polskich salach rozpraw.

Banki chętnie narzekają na rzekomo „roszczeniowych” Polaków, ale rzadko wspominają, że mimo tej fali pozwów, kryzysu zaufania i społecznego oporu, ich zyski rosną w rekordowym tempie. Największe instytucje finansowe w kraju raportują historycznie wysokie wyniki – i to w czasie, gdy ich przedstawiciele ubolewają publicznie nad trudami prowadzenia działalności kredytowej „niemal po kosztach”. Trudno o bardziej wymowny dowód oderwania od rzeczywistości: z jednej strony dramatyzowanie o upadku zaufania i niesprawiedliwości systemu, z drugiej – miliardowe zyski wypłacane akcjonariuszom. A to wszystko przy akompaniamencie narracji o „klientach, którzy chcą za dużo”. Cóż, jak widać – sektor, który nieustannie mówi o odpowiedzialności, sam ma z nią niemały problem.

Co prezes BNP Paribas ma do powiedzenia po burzy? Przeprasza. Ale tylko trochę.

Gdy medialna fala oburzenia po jego felietonie z „Pulsu Biznesu” zalała opinię publiczną, Przemysław Gdański postanowił zabrać głos raz jeszcze. Tym razem – w tonie pokutnym. Już na wstępie przyznaje, że miał świadomość, iż niektóre z jego tez mogą wydać się kontrowersyjne, lecz – jak zapewnia – nie sądził, że mogłyby kogokolwiek urazić. Po lekturze komentarzy internautów i osobistej refleksji, prezes doszedł do wniosku, że przekaz jego tekstu nie został zrozumiany tak, jak to sobie założył. W efekcie wystosował oficjalne przeprosiny – i to nie tylko dla „tych, którzy poczuli się dotknięci”, lecz dla wszystkich, co – trzeba przyznać – stanowi pewien progres.

Gdański wyjaśnia, że jego emocjonalny stosunek do bankowości wynika z faktu, iż z sektorem finansowym związany jest od początku kariery zawodowej. Dlatego też – jak twierdzi – z trudem przyjmuje do wiadomości powszechną niechęć Polaków do banków. Traktuje ją osobiście, co z jednej strony tłumaczy jego ton, z drugiej zaś nie usprawiedliwia publicznego stawiania diagnoz o rzekomym antysemityzmie czy „kulturze nieoddawania długów”.

Owszem, sam fakt, że prezes BNP Paribas zdecydował się przeprosić, można uznać za krok w dobrą stronę. Tyle tylko, że ten krok przypomina bardziej próbę gaszenia pożaru szklanką wody niż realne zadośćuczynienie. Gdański odniósł się jedynie do fragmentu dotyczącego antysemityzmu, całkowicie pomijając tezy równie obraźliwe, choć może mniej spektakularne medialnie – jak ta, że Polacy chętnie biorą kredyty, ale z niechęcią je spłacają, czy że brak im dojrzałości finansowej. Mówiąc wprost: zdaniem prezesa można bezkarnie nazywać obywateli ekonomicznie niekompetentnymi i moralnie podejrzanymi, byle nie używać słowa na „A”.

Nie dziwi więc, że przeprosiny wzbudziły wśród odbiorców emocje raczej chłodne niż wzruszone. Wielu komentujących zdecydowało się kontynuować publiczną polemikę z prezesem, zwracając uwagę, że sednem problemu nie są jego teorie na temat duszy narodu, lecz konkretne, systemowe patologie sektora bankowego. To właśnie te patologie – a nie narodowe kompleksy – są źródłem braku zaufania. I to z nimi frankowicze zamierzają nadal walczyć.

Polska to nie Zachód? Tym gorzej dla faktów

Zanim przedstawiciele sektora bankowego znów zaczną moralizować i snuć wizje o „roszczeniowych” klientach, warto, by uczciwie spojrzeli na kontekst – nie tylko lokalny, ale i europejski. Bo jeśli naprawdę chcemy rozmawiać o odpowiedzialności, zaufaniu i standardach – porównania do krajów Zachodu są nieuniknione. Tyle że zamiast powtarzać utarty frazes „w Niemczech nikt by na to nie pozwolił”, może warto zadać sobie trud i sprawdzić, na co tam faktycznie pozwalano.

Czy we Włoszech czy Holandii banki masowo wciskały klientom kredyty waloryzowane w obcej walucie, nie informując ich o realnym ryzyku kursowym? Czy w Niemczech dominującą praktyką było oferowanie kredytów na zmiennej stopie procentowej i jednoczesne zniechęcanie do stałego oprocentowania – akurat wtedy, gdy stopy były historycznie niskie? Czy na Zachodzie standardem jest zmienianie frontu w zależności od koniunktury – raz promując „taniość kredytu”, innym razem lamentując nad „roszczeniowymi klientami”, którzy nie rozumieją, że bank musi zarabiać?

Dalej: czy tamtejsze organy nadzoru finansowego ustawiają się w szeregu za sektorem, zamiast stać po stronie obywateli? Czy którykolwiek system bankowy Europy Zachodniej został oficjalnie nazwany przez sędziego Trybunału Sprawiedliwości UE „systemem opartym na niesprawiedliwości”? Czy kredytobiorcy ze Szwecji lub Niemczech raz za razem muszą latami czekać na wyrok unijnego trybunału, bo banki nie chcą przyznać się do swoich błędów? Ile wynosi marża dla banku w Polsce, a ile w krajach takich jak Francja czy Szwajcaria?

Tych pytań można postawić więcej – i warto, by zadali je sobie właśnie ci, którzy najchętniej strofują społeczeństwo za brak zaufania do sektora. Prawda jest bowiem taka, że frankowicze w Polsce nie oczekują niczego ponad to, co na Zachodzie uchodzi za oczywisty standard. Jeśli różnica w postawie społeczeństw jest dziś tak widoczna, to nie dlatego, że Polacy są mniej wyedukowani – tylko dlatego, że w Polsce banki przed wiele lat mogły bezkarnie wykorzystywać swoją przewagę instytucjonalną.

  • Kredytobiorcy stanowczo zareagowali na kontrowersyjny tekst prezesa BNP Paribas, ujawniający lekceważenie wobec klientów i społeczeństwa
  • Artykuł Gdańskiego pokazał, jak bardzo sektor bankowy w Polsce odsunął się od realnych problemów i jak głęboko lekceważy głos takich grup jak frankowicze
  • Mimo przeprosin, frankowicze nie dają się zbyć półśrodkami – domagają się realnego rozliczenia patologii systemowych, a nie retorycznych wygibasów
  • W zestawieniu z europejskimi standardami to frankowicze, a nie banki, stają dziś po stronie uczciwości i praworządności – i coraz częściej mają po swojej stronie także sądy

 

Facebook
Twitter
LinkedIn
WhatsApp
Email

Polecamy