|
Nie możesz przeczytać? Skorzystaj z odtwarzacza i posłuchaj!
Getting your Trinity Audio player ready...
|
Mit 1: Frankowicze spekulowali, żeby zarobić na kursie franka
To jeden z najbardziej szkodliwych mitów, który przez lata służył do oczerniania frankowiczów i podważania zasadności ich roszczeń. Wedle tej uproszczonej narracji mieli oni świadomie wybierać kredyty walutowe w nadziei na zysk z różnic kursowych. W rzeczywistości jednak decyzja o zaciągnięciu kredytu we frankach była często wymuszona – nie przez chciwość, lecz przez politykę banków. Wielu frankowiczów trafiało do placówek z zamiarem wzięcia kredytu w złotówkach, lecz po wstępnej analizie słyszeli: „Nie ma Pan/Pani zdolności”. Chwilę później proponowano im kredyt we frankach – bez pytania o świadomość ryzyka, za to z pełnym przekonaniem o jego rzekomym bezpieczeństwie.
Banki przedstawiały kredyty frankowe jako finansowy złoty środek – atrakcyjniejszy, tańszy i pozbawiony poważnych zagrożeń. Kurs franka szwajcarskiego malowano jako stabilny niczym szwajcarski zegarek, a niskie oprocentowanie miało być gwarantem spokoju na długie lata. W rzeczywistości był to starannie zaplanowany model sprzedażowy, oparty na asymetrii informacji i naiwności klientów. Instytucje finansowe przerzucały całe ryzyko na kredytobiorców, doskonale zdając sobie sprawę, że ci nie rozumieją złożonych mechanizmów indeksacji i nie zostali rzetelnie ostrzeżeni o możliwych konsekwencjach. Frankowicze nie grali na kursie – oni działali w zaufaniu do banków jako instytucji zaufania publicznego. Ufali, że podpisują uczciwą umowę, której ryzyka są im jasno przedstawione. Tymczasem ich zaufanie stało się narzędziem – wykorzystanym cynicznie w imię zysku.
Mit 2: Frankowicze wiedzieli (lub powinni wiedzieć), na co się piszą
Banki notorycznie zaniedbywały swój obowiązek informacyjny wobec klientów, sprzedając produkty obarczone poważnym ryzykiem walutowym bez należytego wyjaśnienia ich konstrukcji i potencjalnych skutków. Frankowicze podpisywali umowy, nie wiedząc, że ich zobowiązanie może urosnąć dwukrotnie, a w niektórych przypadkach prawie trzykrotnie. Zamiast rzetelnej analizy ryzyka, otrzymywali zapewnienia o stabilności kursu i bezpiecznym charakterze kredytu. Mechanizmy indeksacji i przeliczeń walutowych były dla większości klientów zupełnie niezrozumiałe – a często niejasne również dla samych pracowników banków. Co więcej, sami sędziowie przyznają w uzasadnieniach wyroków, że zapisy umowne dotyczące zasad wyliczania wysokości raty są dla nich całkowicie niezrozumiałe – więc jak miałby je zrozumieć przeciętny konsument?
Orzecznictwo, zarówno krajowe, jak i europejskie, konsekwentnie potwierdza systemowe uchybienia po stronie banków. Sądy w orzeczeniach wprost wskazują, że instytucje finansowe nie zapewniły klientom jasnych, rzetelnych i kompletnych informacji, które umożliwiłyby im świadome podjęcie decyzji kredytowej. Wielu frankowiczów zawierało umowy, nie rozumiejąc rzeczywistej skali ryzyka, a ich zaufanie do banków – postrzeganych jako instytucje zaufania publicznego – zostało cynicznie wykorzystane. Z perspektywy prawnej i etycznej, obarczanie konsumentów odpowiedzialnością za brak specjalistycznej wiedzy jest próbą przerzucenia winy z profesjonalnego podmiotu na nieuprzywilejowaną stronę umowy.
Mit 3: Podpisali umowę, więc muszą ponieść konsekwencje
Podpisanie umowy nie oznacza automatycznie, że jej treść jest zgodna z prawem. W świetle prawa cywilnego, a w szczególności przepisów chroniących konsumentów, sama zgoda klienta nie legalizuje nieuczciwych czy nieproporcjonalnych warunków narzuconych przez silniejszą stronę umowy. Niemalże wszystkie umowy frankowe zawierały klauzule abuzywne, czyli postanowienia niedozwolone, które kształtują prawa i obowiązki konsumenta w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy. Tego rodzaju zapisy – nawet jeśli zostały przez klienta podpisane bez zgłaszania zastrzeżeń – są z mocy prawa niewiążące i nie mogą być egzekwowane przez bank.
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wielokrotnie podkreślał, że ochrona konsumenta nie może być iluzoryczna i powinna działać w praktyce, a nie tylko w teorii. Obywatel nie musi być prawnikiem ani specjalistą od finansów, by móc zawrzeć ważną i uczciwą umowę – przeciwnie, to instytucja finansowa, jako profesjonalny podmiot, ma obowiązek zapewnić klientowi pełną i zrozumiałą informację oraz sformułować warunki umowy w sposób przejrzysty i lojalny.
Frankowicze nie domagają się umorzenia długów bez podstawy prawnej – ich celem jest wykazanie, że od samego początku zawierali umowy obarczone wadami prawnymi, często w sposób nieświadomy i bez realnego wpływu na ich treść. Ich walka to nie próba uchylenia się od zobowiązań, lecz dążenie do przywrócenia równowagi stron i egzekwowania prawa, które miało ich chronić przed nadużyciami ze strony silniejszego partnera kontraktowego.
Mit 4: Kredyty frankowe są unieważniane kosztem kredytobiorców złotowych
To narracja, która ma na celu dzielenie społeczeństwa i wzbudzanie sztucznego konfliktu między grupami kredytobiorców. W rzeczywistości frankowicze prowadzą swoje sprawy indywidualnie, w ramach przewidzianego prawem procesu sądowego, wytaczając powództwa przeciwko bankom – nie przeciwko innym klientom czy podatnikom. Sprawy te nie są finansowane z budżetu państwa, a orzeczenia sądowe nie przenoszą żadnego ciężaru finansowego na osoby spłacające kredyty w złotówkach.
Każda sprawa frankowa opiera się na konkretnej umowie i indywidualnej analizie prawnej – często z udziałem biegłych, prawników i ekspertów finansowych. Sądy badają, czy doszło do naruszenia praw konsumenta, stosowania klauzul abuzywnych lub braku rzetelnej informacji o ryzyku walutowym. To nie są działania zbiorowe o charakterze społecznym, lecz indywidualne procesy prawne wynikające z rażących uchybień po stronie instytucji finansowych.
Procesy frankowe nie są przywilejem ani formą uprzywilejowanego traktowania – są próbą wyrównania rażącej nierównowagi stron i przywrócenia elementarnej sprawiedliwości. To nie frankowicze destabilizują rynek finansowy – to instytucje, które wprowadzały klientów w błąd i ignorowały obowiązki informacyjne, doprowadziły do dzisiejszego stanu rzeczy. Walka o swoje prawa to nie atak na innych obywateli, ale obrona przed systemową niesprawiedliwością.
Nie ma też podstaw do twierdzenia, że banki są przez to poszkodowane i będą musiały „odbijać” te straty na innych klientach. Fakty są takie, że banki od kilku lat osiągają historycznie wysokie zyski – również dzięki sprzedaży toksycznych produktów frankowych. Zarobiły na tych kredytach ogromne kwoty, często kosztem osób, które nie były świadome rzeczywistego ryzyka. Czas więc, by choć część tych zysków została zwrócona tym, na których nieuczciwie je zbudowano.
Mit 5: Frankowicze psują rynek finansowy i dostęp do kredytów
Zarzut, że frankowicze psują rynek finansowy, to mit powielany przez osoby pragnące przenieść odpowiedzialność z instytucji finansowych na poszkodowanych. To nie kredytobiorcy wprowadzili toksyczne produkty na rynek, lecz banki, które bez odpowiednich zabezpieczeń i ostrzeżeń sprzedawały kredyty z ukrytym ryzykiem. Brak uczciwej informacji, nadmierny marketing i agresywna sprzedaż przyczyniły się do stworzenia finansowej bomby z opóźnionym zapłonem.
Frankowicze, zamiast pogłębiać kryzys, przyczyniają się do uzdrawiania systemu. Ich masowa aktywność procesowa sprawiła, że sektor bankowy musi wreszcie brać odpowiedzialność za swoje działania. Wprowadzenie uczciwszych standardów i transparentnych umów to efekt tej presji. Co więcej, frankowicze swoim przykładem zachęcili innych kredytobiorców do walki o swoje prawa, w tym osoby z kredytami w złotówkach dotknięte np. WIBOR-em czy innymi nieuczciwymi opłatami.
Mit 6: Umowy frankowe są wszystkie takie same
To niebezpieczne uproszczenie, które może prowadzić do błędnych wniosków – zwłaszcza w debacie publicznej i medialnej. Przekonanie, że wszystkie umowy frankowe są identyczne, a każde rozstrzygnięcie sądu można kopiować i stosować masowo, nie ma oparcia w rzeczywistości prawnej ani praktyce sądowej. W rzeczywistości każda umowa może zawierać inne zapisy i do każdej należy podejść w odpowiedni sposób.
Przede wszystkim warto podkreślić, że można wyróżnić kilka typów kredytów tzw. frankowych: indeksowane do franka, denominowane w franka oraz bezpośrednio udzielone w walucie franka. Każda z tych form ma odmienną konstrukcję prawną, inne skutki ekonomiczne i różne ryzyka.
Warto podkreślić, że frankowicze nie walczą o prawa na podstawie ogólnych emocji czy wspólnych haseł – każda sprawa sądowa to indywidualne postępowanie, oparte na konkretnej umowie, dokumentach i stanie faktycznym. Sędziowie analizują szczegółowo treść umowy, sposób jej zawarcia, zakres przekazanych informacji i rolę banku jako profesjonalisty. Dopiero na tej podstawie zapada wyrok.
Dlatego próby wrzucania wszystkich spraw do jednego worka są nie tylko intelektualnie nieuczciwe, ale też szkodliwe społecznie – prowadzą do dezinformacji i fałszywego obrazu całego zjawiska. Spory frankowe to poważne, złożone sprawy wymagające rzetelnej analizy prawnej – a nie powierzchownych ocen czy generalizacji.
Mit 7: Frankowicze specjalnie brali kredyty w obcej walucie, bo mieli wysokie dochody
Narracja, jakoby frankowicze stanowili grupę o ponadprzeciętnych dochodach, która z pełną świadomością i wyrachowaniem wybrała kredyty walutowe, by „zaoszczędzić na ratach”, jest uproszczona, nieuczciwa i niezgodna z realiami tamtego okresu. W rzeczywistości bardzo wielu kredytobiorców zdecydowało się na kredyt frankowy nie z powodu chciwości czy spekulacyjnych motywacji, ale dlatego, że nie mieli zdolności kredytowej w złotówkach. Dla tysięcy rodzin był to jedyny sposób, by kupić mieszkanie i zapewnić sobie podstawową stabilizację życiową.
Nie były to osoby uprzywilejowane, z dostępem do elitarnych informacji czy szczególnym traktowaniem. Przeciwnie – frankowiczami zostawały zwykłe rodziny, nauczyciele, urzędnicy, pracownicy fizyczni czy młode małżeństwa. Nie mieli dostępu do wyspecjalizowanej wiedzy finansowej ani zaplecza prawniczego. Ich decyzje były często wynikiem presji ze strony banków i doradców kredytowych, którzy świadomie kierowali ofertę CHF do klientów z przeciętnymi lub wręcz skromnymi dochodami, przedstawiając ten produkt jako bezpieczny, przewidywalny i korzystniejszy niż kredyt złotowy.
Kredyt frankowy nie był dla nich formą inwestycji ani luksusem – był środkiem do zaspokojenia podstawowych potrzeb mieszkaniowych. To nie była uprzywilejowana grupa korzystająca z wyjątkowych warunków – to byli przeciętni konsumenci, którzy zaufali instytucjom finansowym i zostali przez nie wprowadzeni w błąd.
Mit 8: Frankowicze mają teraz za darmo mieszkania
To jedno z najczęściej powtarzanych i najbardziej krzywdzących kłamstw, które celowo budzi silne emocje i dzieli opinię publiczną. Unieważnienie umowy kredytowej nie oznacza, że frankowicze otrzymują mieszkania „za darmo”. W rzeczywistości większość z nich spłaciła przez lata znacznie więcej, niż wynosiła pierwotna kwota udzielonego kredytu. Ogromne nadpłaty były wynikiem mechanizmów indeksacji, skoków kursu franka oraz nieprzejrzystych warunków umownych, które w wielu przypadkach były po prostu nieuczciwe.
Frankowicze okupili swoją walkę o sprawiedliwość ogromnym kosztem – nie tylko finansowym. Wielu z nich przez lata zmagało się z dramatycznymi trudnościami – rosnącym zadłużeniem, problemami w utrzymaniu podstawowego poziomu życia, lękiem o przyszłość, a nierzadko również depresją, rozpadem rodzin czy trudnościami w pracy zawodowej. To były rzeczywiste, bolesne konsekwencje, których nikt nie bierze pod uwagę, kiedy publicznie powiela się mit o „darmowym mieszkaniu”. Frankowicze nie byli przygotowani na tak dramatyczne skutki zawartych umów, bo nikt ich rzetelnie nie poinformował o ryzyku, które w praktyce przerzucono wyłącznie na nich.
Sądowe unieważnienie umowy oznacza wzajemne rozliczenie stron – bank odzyskuje wypłacony kapitał, a klient ma prawo do zwrotu nadpłat wynikających z nieuczciwej konstrukcji kredytu. To nie „darowizna” ani „prezent” – to uczciwe i zgodne z prawem uregulowanie relacji cywilnoprawnej, w której jedna ze stron – bank – wykorzystała swoją przewagę informacyjną i instytucjonalną.
Faktem jest, że bank może nie odzyskać kapitału, ponieważ jego roszczenia uległy przedawnieniu. Warto jednak wyraźnie zaznaczyć, że przedawnienie nie jest żadnym przywilejem frankowicza ani „nagrodą za proces” – to podstawowy mechanizm ochronny przewidziany w prawie cywilnym, służący stabilizacji stosunków prawnych i pewności obrotu. Ma on zapobiegać sytuacjom, w których jedna ze stron, mimo wiedzy o swoich roszczeniach, przez długi czas nie podejmuje żadnych działań, licząc na bezczynność drugiej strony.
Banki, jako podmioty profesjonalne, doskonale wiedziały, że stosowane przez nie wzorce umowne są wadliwe – orzecznictwo w tej sprawie zaczęło się kształtować już lata temu. Mimo to przez długi czas grały na zwłokę, świadomie unikały rozliczeń i liczyły na przewlekłość postępowań sądowych oraz zniechęcenie kredytobiorców. To właśnie banki, mając pełną świadomość potencjalnej nieważności umów, powinny były jako pierwsze uzdrowić relację ze swoimi klientami. Tymczasem przez lata biernie przyglądały się sytuacji, pozwalając, by ciężar odpowiedzialności i ryzyka spoczywał wyłącznie na kredytobiorcach.
Choć dziś sądy nie mają wątpliwości co do nieważności umów frankowych, to sentencje, gdzie sąd uznaje, że roszczenie banku o zwrot kapitału jest nienależne, wciąż należą raczej do wyjątków. Tymczasem to właśnie takie rozstrzygnięcia – w przypadkach, gdzie banki przez lata nie szukały porozumienia z frankowiczami, mimo wiedzy o wadliwości umowy – byłyby w wielu sytuacjach rzeczywistym przywróceniem pełnej sprawiedliwości.
Frankowicze przez lata płacili wysoką cenę – finansową i życiową – za błędy i nadużycia banków. Jeśli dziś bank, który przez dekadę nie podjął żadnych działań, nagle domaga się zwrotu kapitału po unieważnieniu umowy, należy postawić pytanie: kto naprawdę nadużywa prawa? Odpowiedzialność musi dotyczyć obu stron, a nie tylko tej słabszej.
Mit 9: Frankowicze dostają odszkodowania z budżetu państwa
To jeden z bardziej rozpowszechnionych mitów, który wprowadza opinię publiczną w błąd i celowo buduje fałszywy obraz frankowiczów jako grupy uprzywilejowanej. Pojawiające się w mediach sugestie, że kredytobiorcy frankowi są dotowani z pieniędzy podatników, są całkowicie nieprawdziwe. W rzeczywistości wszystkie procesy sądowe prowadzone przez frankowiczów toczą się wyłącznie przeciwko bankom – nie przeciwko państwu. Skarb Państwa nie wypłaca żadnych odszkodowań frankowiczom, nie finansuje wyroków i nie pokrywa ich kosztów sądowych.
Wyjątkiem często przywoływanym w dyskusjach publicznych jest przypadek Getin Banku – jednak i tutaj fakty znacząco odbiegają od tego, co sugerują niektóre komentarze. Jeszcze żadna osoba poszkodowana w związku z kredytem frankowym udzielonym przez Getin Bank nie otrzymała ani złotówki z budżetu państwa. Obecnie toczy się postępowanie dotyczące prawidłowości procedury upadłościowej tego banku, w której wyraźnie doszło do naruszenia interesów kredytobiorców frankowych – i to w wyniku działań instytucji państwowych, nie samego rynku.
Ewentualne wsparcie, o ile zostanie przyznane, będzie miało charakter ściśle wyjątkowy i nadzwyczajny. Nie wynika ono z samego faktu przynależności do grupy frankowiczów, lecz z konkretnych i bezprecedensowych okoliczności: przymusowej restrukturyzacji Getin Banku, rażących uchybień po stronie nadzorcy oraz poważnych wątpliwości co do prawidłowości procedury upadłościowej. To sytuacja zupełnie odmienna od indywidualnych sporów frankowych toczonych przeciwko działającym bankom – i nie może być w żadnym wypadku traktowana jako dowód na istnienie systemowego „dotowania” frankowiczów przez państwo.
Warto również zaznaczyć, że jeśli masa upadłościowa Getin Banku okaże się niewystarczająca do zaspokojenia roszczeń frankowiczów, co jest dziś dość prawdopodobne, to osoby poszkodowane będą miały prawo dochodzić odszkodowania od Skarbu Państwa. Odpowiedzialność w takim przypadku ciąży zarówno na instytucjach nadzoru finansowego, które dopuściły do nieprawidłowości, jak i na obecnym syndyku, którego działania mogą mieć bezpośredni wpływ na skalę możliwych wypłat z masy upadłościowej. To właśnie te zaniechania i błędy mogą stanowić podstawę roszczeń wobec państwa – nie sam fakt posiadania kredytu we frankach.
Polecamy artykuł: Kuriozalne ugody Getin Bank? Frankowicze wybierają sądy i usuwają hipotekę banku.
Frankowicze sami ponoszą pełne ryzyko procesowe – opłacają prawników, pokrywają koszty sądowe i przez lata toczą długie batalie z profesjonalnymi podmiotami finansowymi. Ich walka nie polega na wyciąganiu ręki po cudze pieniądze, lecz na dochodzeniu sprawiedliwości i naprawieniu szkód, jakie wyrządziły nieuczciwe mechanizmy umowne.
To nie frankowicze obciążają budżet państwa – to oni, jako zwykli obywatele, wykorzystują dostępne środki prawne w starciu z gigantycznym sektorem bankowym. Ich sprawy pokazują, jak ważne są niezależne sądy, praworządność i skuteczna ochrona konsumentów w demokratycznym państwie prawa.
Mit 10: Frankowicze to uprzywilejowana grupa
Mit o rzekomym uprzywilejowaniu kredytobiorców frankowych opiera się na niezrozumieniu istoty ich roszczeń. Frankowicze nie otrzymują niczego ponad to, co wynika z obowiązującego prawa. Nie korzystają z żadnych preferencji, specjalnych ustaw czy wsparcia finansowego. Ich sytuacja jest analogiczna do tysięcy innych konsumentów walczących z nieuczciwymi klauzulami w umowach.
Przez lata frankowicze byli pozostawieni sami sobie, ponosząc wysokie koszty finansowe, psychiczne i społeczne. Dzisiejsze wyroki sądów nie są nagrodą, lecz aktem sprawiedliwości. Oznaczają jedynie, że banki nie mogą bezkarnie wykorzystywać swojej dominującej pozycji wobec słabszego uczestnika rynku. Frankowicze nie są elitą – są symbolem obywatelskiej determinacji w walce o równość wobec prawa.








