|
Nie możesz przeczytać? Skorzystaj z odtwarzacza i posłuchaj!
Getting your Trinity Audio player ready...
|
Fasadowy nadzór zamiast realnej ochrony
Najwyższa Izba Kontroli (NIK) opublikowała raport, który ma potencjał stać się jednym z najgłośniejszych dokumentów ostatnich miesięcy. Kontrola została przeprowadzona w odpowiedzi na liczne skargi obywateli oraz sygnały płynące z przestrzeni publicznej, w tym od poszkodowanych inwestorów i frankowiczów. Pod lupę trafił nadzór Komisji Nadzoru Finansowego oraz jej urzędu nad czterema instytucjami: Polskim Bankiem Apeksowym, Polnordem, Ursusem i Getin Noble Bankiem.
Raport NIK obnażył, że działania KNF i UKNF wobec kontrolowanych spółek miały często charakter wyłącznie formalny. Decyzje podejmowano z opóźnieniem, a procesy administracyjne prowadzone były w sposób nieprzejrzysty, pozostawiając inwestorów w stanie niepewności.
„To sytuacja absolutnie nie do zaakceptowania” – mówił na konferencji prezes NIK, Marian Banaś. Jego słowa wybrzmiały mocno, bo raport nie pozostawia złudzeń: mechanizmy, które miały gwarantować bezpieczeństwo rynku finansowego, w rzeczywistości zawiodły. W efekcie tysiące osób, w tym frankowicze, znalazły się w jeszcze trudniejszej sytuacji, a zaufanie do instytucji państwa zostało poważnie nadwyrężone.
Getin Noble Bank – historia zaniedbań i pozornej kontroli
Raport NIK dowiódł, że nadzór nad Getin Noble Bankiem był rażąco niewystarczający. KNF powierzył restrukturyzację Bankowemu Funduszowi Gwarancyjnemu (BFG), który jednocześnie pełnił rolę kuratora, gwaranta i administratora. Taka koncentracja funkcji – jak podkreślają kontrolerzy – tworzyła ryzyko poważnych konfliktów interesów. Zamiast niezależności i transparentności, pojawiły się podejrzenia o brak obiektywizmu w procesie sprzedaży VeloBanku, który powstał na gruzach GNB.
Co więcej, NIK ujawniła, że BFG utrudniał dostęp do dokumentacji związanej z wyborem nabywcy VeloBanku. Takie działania podważały podstawy kontroli i stawiały pod znakiem zapytania legalność całego procesu. Zamiast jawności, która powinna być oczywistym standardem, frankowicze i inni poszkodowani klienci zostali pozostawieni w sytuacji pełnej niepewności.
Frankowicze, którzy już wcześniej doświadczyli dramatycznych skutków toksycznych umów kredytowych, w sprawie Getinu znaleźli się w sytuacji podwójnie trudnej. Bank, który miał być instytucją zaufania publicznego, został doprowadzony do restrukturyzacji, a państwowe instytucje nie tylko nie stanęły po stronie obywateli, lecz wręcz uniemożliwiały pełną kontrolę procesu. To właśnie w tym punkcie najbardziej widać, jak fasadowy nadzór odbija się na życiu kredytobiorców.
Słabość państwa wobec wielkich instytucji
Wnioski NIK są druzgocące: KNF nie wykorzystywała instrumentów, które miała do dyspozycji. „W wielu przypadkach Komisja miała narzędzia, z których nie skorzystała, co stanowiło rażące zaniedbanie” – czytamy w raporcie. W praktyce oznaczało to, że ryzyka związane z działalnością banku narastały miesiącami, a klienci, w tym frankowicze, byli narażeni na utratę bezpieczeństwa finansowego.
Dla posiadaczy nieuczciwych kredytów, którzy od lat walczą o zwiększenie ochrony konsumentów, raport NIK jest potwierdzeniem gorzkiej prawdy: instytucje państwa częściej stają po stronie wielkich graczy niż obywateli. W sprawie Getinu zabrakło nie tylko skutecznej reakcji, ale też elementarnego poszanowania dla prawa i przejrzystości. Konsekwencje tej bierności są ogromne. Tysiące rodzin, które już wcześniej zmagały się z pułapką kredytów frankowych, zostały postawione wobec kolejnej fali niepewności. Zamiast realnej pomocy usłyszały urzędowe komunikaty, które miały charakter wyłącznie informacyjny, a nie ochronny.
NIK potwierdza to, o czym frankowicze mówią od lat
Nowy raport Najwyższej Izby Kontroli to coś więcej niż urzędowy dokument – to oficjalne potwierdzenie tego, o czym społeczność ŻBK alarmowała od dawna. Eksperci ŻBK od lat mówią, że państwowy nadzór nie działa, że zamiast stać po stronie obywatela, przymyka oczy na praktyki banków i dopuszcza do kolejnych nadużyć. Teraz słyszymy to samo od najwyższej instytucji kontrolnej w kraju.
Frankowicze od lat walczą w sądach o unieważnienie nieuczciwych umów i przywrócenie normalności w swoim życiu. Teraz widzą, że oprócz banków, przeciwnikiem w tej walce bywa także państwowy nadzór, który nie wypełnił swojego podstawowego obowiązku – ochrony obywatela przed nadużyciami. To dramatyczne świadectwo, jak głęboko zakorzeniła się asymetria w traktowaniu silnych i słabszych uczestników rynku.
Dla społeczności Życie Bez Kredytu raport NIK jest kolejnym dowodem, że droga sądowa to jedyny skuteczny sposób na obronę praw frankowiczów. Naszym zadaniem jest nie tylko walka o unieważnienie toksycznych umów, ale także o systemową zmianę, która w przyszłości uniemożliwi podobne tragedie. Głos kredytobiorców musi zostać wysłuchany, bo bez uczciwego nadzoru nie ma mowy o zdrowym rynku i prawdziwym państwie prawa.








